Tak tu sobie przy Wielkiej Sobocie przeczytałam, że we Włoszech 10 – latka wjechała na wrotkach – rozumiem, że niechcący – w pana. Pan się przewrócił, złamał rękę i… poszedł do sądu. Sąd się wzruszył i rodzice dziewczynki będą musieli zapłacić ponad 8 tysięcy euro.
Małż skwitował: „Takie jest życie, tak teraz pracują prawnicy”.
Ale jakoś mnie to nie leczy ze zdziwienia – skoro dziecko złapało pana odruchowo, bo czuło, że się zaraz przewróci, to skąd taka bezwzględność? Skąd taka kwota, która jest wielka dla przeciętnej osoby? Kiedyś jechałam autobusem, szarpnęło, ludzie polecieli do przodu, jakiś pan uderzył w moje plecy tak, że aż straciłam na chwilę oddech. Ani do głowy by mi nie przyszło mieć do niego pretensje! Dobrze, że pan Włoch nie zażądał jeszcze, żeby dziewczynce też złamać rękę.
Mielibyśmy się z pyszna, gdyby Pan Bóg się tak z nami rozliczał….