Tato zmarł 22 sierpnia 2011. Bez zapowiedzi, uprzedzenia, ostrzeżenia. A ja nadal nie wiem, co o nim napisać. Może to odejście było jak Jego życie – w skrytości, w pewnej tajemnicy.
Tato był pełen sprzeczności – z jednej strony bardzo podejrzliwie odnosił się do wszelakich emocji – napawały go strachem, nie radził sobie z nimi. Bardzo ciężko pracował, żeby nie wybuchać gniewem. Z drugiej strony potrafił być aż do przesady hojny. Bardzo dowcipny, błyskotliwy, czasem milkł na długie dni czy tygodnie, nikt nie wiedział o co chodzi.Trudno było przewidzieć, o co się pogniewa a o co nie.
Nie był towarzyski, choć ta cecha zdawała się zmieniać z czasem. Z opowieści o życiu studenckim, a nawet z mojego wczesnego dzieciństwa, wyłaniają się obrazy długich spotkań ze znajomymi. Może ludzie go rozczarowali, może mu się po prostu odechciało… Uwielbiał za to książki, naukę, komputery i góry. Pięknie fotografował. Doskonale przekazywał wiedzę, tłumaczył nam matematykę ale i poprawiał wypracowania z języka polskiego. Miał piękny charakter pisma i zdolności manualne. Pamiętam jak kleił model zamku królewskiego, robił dla mnie gazetki do szkoły, modele figur, a nawet utkał gobelinek z… sową
Był dobrym wykładowcą, gdy czymś się interesował, drążył temat no i lubił mieć rację
Cenił wykształcenie, zwłaszcza to ścisłe, miał zdecydowane poglądy na świat i rzeczywistość. Lubił robić zakupy, a podczas nich ucinać sobie pogaduszki ze sprzedającymi.
Niestety, miał jeden nałóg – palił. Na krótko przestał po operacji na otwartym sercu – no i się nie udało. Wrócił do papierosów – i tak myślę, że dlatego odszedł od nas za wcześnie …