Yo – management (analogicznie do powitania „yo, men!”) to osoby, które preferują w pracy i życiu luz. Żadnych stresów, wszystko samo się ułoży! Wiedza jest tylko dodatkiem, najważniejsze to mieć intuicję. W pracy z każdym mamy relacje koleżeńskie, niezależnie od wieku i stanowiska, idziemy na wspólne piwo. Zobowiązania traktujemy z przymrużeniem oka, to, że w poniedziałek mówimy jedno a we wtorek drugie – jest zupełnie normalne. W takim systemie zarządzania nie liczą się ludzie i ich kompetencje – raczej chemia i bezproblemowość. Jeśli ktoś potrafi nam wskazać błędy, wyrazić własne, odmienne zdanie – nie pasuje nam do lightowego obrazu świata. Karierę robimy raczej przez uprawianie polityki niż mozolne zdobywanie kwalifikacji. Trzymanie z kimś sztamy, niebezpiecznie podobne do „koleżankowania się” w szkole, dobieranie towarzystwa zgodnie z własnym interesem, zważanie na osoby i firmę tylko dopóki spełnia nasze własne oczekiwania – to coś nam bliskiego. Wśród yo – managementu niezbyt często znajdziemy klientów doradztwa personalnego czy coachów.
Przeciwnie ma się sprawa z MBA – managementem. To osoby, które cenią – czasem aż do przesady – tytuły, certyfikaty, miejsca w rankingach. Wybierają najlepsze (a w każdym razie najbardziej prestiżowe) uczelnie i firmy szkoleniowe i cieszą się, kiedy mogą zapłacić dużo za wykształcenie. Niekiedy nie podejmą decyzji bez specjalistycznej konsultacji i bez uwzględnienia wszystkich znanych teorii na dany temat. Zwykłemu śmiertelnikowi trudno się z nimi porozumieć, bo wypowiadają się frazami prosto z podręczników czy szkoleń. Pod poduszką trzymają książki Druckera, a nad biurkiem wieszają zdjęcie Iacocci . Brylują na śniadankach biznesowych i umawiają się z klientami na squasha. Szukając współpracowników, pytają o referencje, dyplomy i certyfikaty, zwracają na „biznesowe otrzaskanie”. Im jednak często brak wyczucia i nastawienia na ludzi – trudno przenoszą teorię na praktykę. Korzystają, owszem, z doradztwa personalnego czy coachingu, bo to jest trendy, ale niekoniecznie potrafią sami stawać się później nauczycielami, kształtować umiejętności i postawy innych. Biznes jest dla nich dziedziną wiedzy lub sposobem życia, jego stylizacji – nie potrafią jednak być twórczy. Niejednokrotnie oczekują, ze kiedy powierzą swój problem specjaliście, to on załatwi wszystko za nich, bez wysiłku i konieczności rezygnacji z wyjazdu na miesięczne wakacje.
Na szczęście dla biznesu i dla nas, pracowników, są też biznesmeni „środka”. Osoby, które się uczą, żeby rozumieć. Które szukają nowych narzędzi nie dla nich samych, ale żeby firma się rozwijała a ludzie w niej zatrudnieni mogli realizować jej cele, realizując jednocześnie swoje. Osoby, które nie boją się pytać i nie boją się krytyki – ba, uważają, że tylko to co boli, jest skuteczne. Firma jest dla nich jak rodzina, więc dbają o nią mądrze, a dla pracowników są jak dobrzy rodzice. Uznają, że wciąż wiedzą i potrafią zbyt mało, więc są gotowi na zmiany.
Człowiek lecący balonem zdał sobie właśnie sprawę z tego, że się zgubił. Obniżył wysokość i zobaczył na ziemi kobietę. Zszedł jeszcze niżej i krzyknął: „Przepraszam, czy mogłaby mi pani pomóc? Obiecałem przyjacielowi, że spotkam się z nim godzinę temu, ale nie mam pojęcia, gdzie jestem”.
Kobieta odpowiedziała: „Jest pan w aerostacie napędzanym rozgrzanym powietrzem, unoszącym się w przybliżeniu 10 metrów nad ziemią. Znajduje się pan na szerokości geograficznej pomiędzy 40 a 41 równoleżnikiem oraz na długości pomiędzy 59 a 60 południkiem”.
„Pani z pewnością jest inżynierem” – stwierdził pilot balonu.
„Owszem” – odparła kobieta. – „Skąd pan to wie?”.
„No cóż” – odpowiedział mężczyzna. – „Wszystko, co mi pani powiedziała, jest poprawne z technicznego punktu widzenia, lecz nadal nie wiem, jak mogę skorzystać z tych informacji i wciąż jestem zgubiony. Szczerze mówiąc, niezbyt mi pani pomogła”.
Kobieta zauważyła: „Pan musi sprawować stanowisko kierownicze”.
„To prawda” – odrzekł mężczyzna. – „Skąd pani to wie?”
„Cóż” – wyjaśniła kobieta. – „Nie wie pan, gdzie jest ani dokąd zmierza. Wzniósł się pan wysoko tylko dlatego, że jest pan balonem. Obiecał pan coś, ale nie ma pojęcia, jak się z tego wywiązać, i oczekuje, że pański problem rozwiąże ktoś z dołu. Jest pan dokładnie w takiej samej sytuacji, w jakiej pan był, zanim się spotkaliśmy, z tą różnicą, że teraz jakimś cudem okazało się, że jest to moja wina”.
David Taylor
"Lider bez maski. Prawdziwa droga do sukcesu."