Historia ma w tle pierwsze misiowe osiągnięcia w zakresie korzystania z toalety. Od jakiegoś czasu nie rozbieramy Mal00cha przed kąpielą w pokoju, od razu wędruje do łazienki i - czasem tylko dla zasady - siada na nocnik, a ja go w tym czasie rozbieram. Oczywiście, zawsze deklaruje: "tsiu siu!", ale często bywa, że zrywa się z nocniczka po 5 sec i staje na swoim stopieńku przy umywalce, żeby troszkę w niej pogrzebać - wyjąc korek, pomieszać w butelkach z kosmetykami, które usuwamy znad wanny na czas kąpieli (co za długie zdanie, okropność!!!!).
Niestety, czasem Minio wysila się bardzo na tym stopieńku, w efekcie czego siusia w Trójkąt Bermudzki, wyznaczony drewnianymi drzwiczkami od schowka pod wanną, kuwetą kota i stopniem. Sprawienie, żeby nasiąkliwe drzwiczki nie pachniały potem... hmn... wiadomo czym... graniczy z cudem. Za to podłoge w łazience mamy tak wymytą, że można z niej jeść...
Wczoraj Miko oczywiście już się zainstalował z gołą pupą na stopieńku, ale zaproponowałam, żeby usiadł na nocnik, a ja mu na stopieńku ustawię wszystkie "buby" czyli butelki i będzie mógł je układać. I tak się stało. W spokoju i bez pośpiechu udała się konkretna produkcja do nocniczka, a ja uśmiałam się szczerze z Misia porządnisia. Otóż, biedulek nadal ząbkuje i ślini się tak, że wystarczy, aby sie pochylił nad czymś, a to coś momentalnie jest mokrusieńkie. Wczoraj wypadło na jego własne gołe nóżki, Wielce go to zniesmaczyło, zażądał papieru toaletowego, starannie wytarł to co nakapało, papier wrzucił do toalety,a mnie polecił spuścić wodę

I tak trzy razy.
Nie wiem, doprawdy, po kim on to ma