Poniedziałek, grudzień 22. 2008
bywają zajmujące. Ostatnia miała program związany między innymi z tym, że Mal00ch nie umie jeszcze sam opróżnić noska. Kiedy jest aktywny, nie słychać tego, ale jak się położy, to niestety coś mu w tych dziureczkach furka i oddychać trudno. Więc około 4:30 wstałam, zaświeciłam światełko i wyjęłam nasz ulubiony Marimer, po czym zaczęła się akcja pompowania hektolitrów wody morskiej do miniowego noska, oraz namawianie do mocnego dmuchania. Mało tego - postanowiłam odwiedzić toaletę, więc mówię do Mi: "Zostań tu z Tatusiem, popilnujesz mamie podusi, a ja pójdę siusiu do łazienki i zaaaaraz wracam!". Ale rozpacz i wizja opuszczenia była tak dojmująca, że w końcu trzeba było ubrać ciaputki i synek wielce rozradowany pobiegł przede mną przez ciemne mieszkanie, wołając: "ćsiu ćsiu!". Podniósł mi uprzejmie sedes, po czym stwierdził, że on to by chętnie tu widział wyjęcie suszarki i podmuchanie mu we włoski :] Na szczęście udało się wrócić do łóżka i podrzemać jeszcze, tym bardziej, że po drodze coś z noska ubyło
Poniedziałek, grudzień 22. 2008
no i małpuje. Pisałam kiedyś, jak przedrzeźnia chrapiącego Tatę. Wczoraj układał z nim na podłodze kuka czyli Kubusia Puchatka. W pewnym momencie położył sie na dywanie i patrząc na Tatę zrobił: "Hrrrr, hrrrr..."
Poniedziałek, grudzień 22. 2008
po raz pierwszy nie do pieluszki. Nie, do nocniczka też nie. Do wanienki, o tak... Świetnie pływa i równie fajnie przykleja się do dna
Sobota, grudzień 20. 2008
Prawie że całymi zdaniami:
- Tu nie, tu nie! Tu! (na przykład podczas układania puzli)
Poza tym:
- pupa
- cicia (=ciocia)
- tuk tuk (kiedy ktoś stuka za ścianą),
- Ni (to on sam)...
Sobota, grudzień 20. 2008
Dziś było troszkę po włosku - filiżanka espresso i kawalątko specyficznego rodzaju dolci - prażone migdały, połączone czymś w rodzaju naszego nugata. Słodkie ogromnie, ale jakie pyszne i jak do kawy pasuje! I jak tu nie myśleć, że Pan Bóg rozdaje narodom talenty, a Polakom poskąpił w wielu przypadkach kulinarnej finezji? Cóż bowiem mielibyśmy do zaproponowania zamiast takiego deseru? Chyba kawę zalewaną w szklance i tłustego pączka z marmoladą wieloowocową....
Czwartek, grudzień 4. 2008
Od dwóch dni Miśko po południu (dziwne - podczas lekcji języków obcych) nagle zdejmuje spodenki, ciaputki i pieluszkę. Każe sobie dać nocniczek, siada, zabawnie przymierzając się pupką i wydaje zadowolone odgłosy  nic tam nie produkuje, ale mamy nadzieję, że to dobra wróżba na przyszłość
Czwartek, grudzień 4. 2008
a czasem nazywają siebie samych przyjaciółmi. Zaglądam czasem do książki telefonicznej w komórce, do list kontaktów w komunikatorach, czy spisu adresów mailowych. Tyle osób! Tacy np. co to: "spotkajmy się koniecznie w czerwcu!" i "odezwę się w weekend" i "przyjedziemy wiosną". albo tacy, co wiszą na nas, kiedy jest źle, zeby potem radośnie strzepnąć pył naszego domu z butów i brykać na innych drogach. Albo tacy, co to do interesów pierwsi, ale potem nie ma już żadnych tematów. Albo tacy, co to żenada, bo nie wyjeżdżamy w Alpy i nie obracamy się w towarzystwie. Albo tacy, co to wolą, zeby było bezproblemowo. Albo tacy, dla których my nie możemy znaleźć z tygodnia na tydzień czasu... I jakoś tak...
Czwartek, grudzień 4. 2008
Niektórzy twierdzą, że już dawno powinnam odstawić Mi od piersi. Rzeczywiście, za dnia się staram. Ale czasem wymiękam, jak Misio biegnie do sypialni, włazi na łózko, wyjmuje spod narzuty mój jasiek i bierze kocyk a potem woła: "Mamo, mamo!". Kiedy zaglądam, klepie jedną łapką poduszkę, a drugą macha na mnie. Jeśli chcę być twarda i tylko wołam na niego z drugiego pokoju, to za chwilę w drzwiach się pojawia nasz synek, w wysoko uniesionych łapkach trzymając kocyk, co mu się wlecze po podłodze. I tak patrzy, tak się uśmiecha, tak się stara - jak nie ulec?
|