Wtorek, październik 21. 2008
Przeczytałam dziś z wielkim niesmakiem o praktykach stosowanych w programie Milionerzy. Zakwalifikowała się do niego młoda kobieta, absolwentka psychologii, osoba, która na skutek choroby genetycznej straciła wzrok. Jest przy tym inteligentna, wykształcona i aktywna. Niestety, producenci Milionerów odmówili jej możliwości udziału w programie. Rzecznik TVN powiedział, że jakkolwiek stacja w tym palców nie maczała (nie jest producentem), to uważa decyzję za słuszną - jeśli stworzyli by precedens, zaraz zgłosili by się inni, na przykład ktoś bez rąk.
Aż się prosi, żeby pana rzecznika zapytać: NO I CO Z TEGO? Co z tego, że byłaby osoba bez rąk na wizji? Redaktor Sznuk gościł w 1 z 10 ludzi niewidomych, na wózkach, czy karłowatych. Jedni odpowiadali lepiej, inni gorzej - po prostu jak przeciętni gracze.
Wygląda więc na to, że chodziło by tu raczej o urażone poczucie estetyki producentów i pana rzecznika. I kto tu jest niepełnosprawny????
Poniedziałek, październik 20. 2008
pociągiem, tuż po siódmej - za oknem prawdziwy spektakl wschodzącego słońca!
Poniedziałek, październik 20. 2008
małych dzieci. Ponieważ wcześniej wychodzę do pracy, a uważam, że Mi jest za mały, żebym wychodziła kiedy nie widzi, budzę go niestety najpóźniej o 6:15. Bidulek siada, rozczochrany, na łóżku, patrzy na mnie ślimaczkowymi oczkami i widać, że tu jest obecny tylko ciałkiem. Potem przyłazi do mnie, przytula się i czasem nawet zasypia, zwieszony u mojego ramienia. A po 5 minutach dziarsko pije mleczko.
Kiedy biegnę na dworzec, tato prowadzi gdzieś cztero - pięciolatkę. Idzie ta malizna w ledwo, ledwo jaśniejącym poranku i... śpiewa
Poniedziałek, październik 20. 2008
powiedział Pan Instruktor w miniony czwartek. Były to moje pierwsze próby jeżdżenia po mieście, a w ogóle - 5 i 6 godzina w aucie (a na zegarze 13 - 15). To co powiedział, było odpowiedzią na moje pytanie, czy należę do najtrudniejszych kursantów. Stwierdził, że do najtrudniejszych to może nie, ale na pewno jestem poniżej średniej. A oto, co (w skrócie) robię źle:
- za wolno odpuszczam sprzęgło po zmianie biegu,
- próbuję redukować na skróty,
- nie wrzucam biegów odruchowo,
- brzydko skręcam,
- nie trzymam się toru jazdy,
- boję się prędkości, a w szczególności
- za wolno wchodzę w zakręty,
- źle przekładam ręce na kierownicy przy mocniejszym skręcaniu,
- zbyt rzadko patrzę w lusterko wsteczne,
- nie hamuję dostatecznie długo (że tak po swojemu wytłumaczę: nie widać u mnie procesualnego charakteru hamowania),
- nie widzę psa w krzakach.
Równocześnie Pan Instruktor nie pochwalił mnie za gładki i szybki zakręt, ani za dojechanie do poprzedzającego auta na skrzyżowaniu na samym sprzęgle - łagodnie i z wyczuciem.
I jakoś przed kolejną jazdą nie czuję już radosnej ekscytacji - jedynie obawę...
Czwartek, październik 16. 2008
na początku tego tygodnia - czyli mówiąc prosto: od poniedziałku. A droga do niej stała sie trudniejsza. Wychodzę teraz przed w pół do siódmej i biegnę przez miasto na dworzec. To najmilsza część podróży. pogoda póki co (czyli do wczoraj  ) sprzyja, świta, odzywają się ptaki, nieliczni przechodnie jeszcze się nie spieszą, gasną światła, podjeżdżają dostawcy, a pan kierujący dużym autem do czyszczenia ulic jedzie slalomem między latarniami na Rynku. Jest tak wcześnie, że nie ma jeszcze mojej ulubionej pani rozdającej Metro!
Potem - pół godziny pociągiem. Jestem za wcześnie na ten, ale za późno na poprzedni, który odjeżdża o 6:51. Niby spóźniam się na niego o góra 5 minut, ale tak rano to ogromna różnica.
Po pociągu - tramwaj. Wysiadam na 5 przystanku i wchodze w niezbyt zadbane przejście podziemne. W poniedziałek wyszłam nie w tę strone co trzeba (choć było logicznie) i wylądowałam po drugiej stronie 6 - pasmowej jezdni, niż powinnam. Przejścia dla pieszych oczywiście nie ma, wróciłam więc okropnym nie - wiem - czym w tunelu (beton, piach, prawie nie ma światła) i w akcie desperacji przeszłam na dziko przez 4 nitki torów kolejowych. Potem weszłam na teren PKP i jak w dym do panów z ochrony: "Dzień dobry, wiem, że tędy się nie chodzi, ale nie mogę dojść do pracy!". Panowie byli bardzo wyrozumiali, pozwolili mi przejść i obiecali pomoc, jeśli bym nie dała rady trafić wracając 
A kiedy, o własnych siłach, wracałam, okazało się, że błąd popełniłam przy przejściu podziemnym - chcąc dojść na prawo, trzeba było wyjśc w lewo  ale i tak nie uniknęłam przejścia tym okropnym tunelem... Myślę, że moi przełożeni zdziwili by sie bardzo, że mam taki problem - przecież autem przejeżdża się tam znakomicie!
Samo biuro rekompensuje nieco te trudy - jest nowoczesne i przestronne, ma szklane ściany i eleganckie łazienki. Poza tym nie jest zaaranżowane jakoś specjalnie "designersko", nie widać w nim myśli przewodniej (poza: "ma się tam zmieścić tak z 60 osób"), ducha. No cóż, to - niestety - nie średniowiecze
Czwartek, październik 2. 2008
Z jednej ze stron internetowych: " Śniadanie, z ang. lunch, ma formę podobną do obiadu. "
Czwartek, październik 2. 2008
czekając na odjazd pociągu: "No, słucham.... No, cześć.... No, byłam.... No, wszystko dobrze...."
Czwartek, październik 2. 2008
Między innymi - donosicielstwa. Nasza pani w I klasie lubiła zostawiać nas samych, a kiedy wychodziła - kazała któremuś z grzeczniejszych uczniów na tablicy wypisywać imiona rozrabiaków. Oczywiście - siedmiolatek poczytywał to sobie za wyróżnienie. Ciekawe, że niektórym takie zwyczaje pozostają i wieku dojrzałym...
|