Wtorek, wrzesień 30. 2008
- pstrykam paluszkami (a nikt mnie tego nie uczył),
- rysuję kłębki wełny,
- wącham kwiatki,
- wyję z Mamą jak wilk: "auuuuuuuu!",
- mówię: "kra kra" jak wrony,
- prawie sam układam puzle z 24 kawałków
A więcej nie powiem, bo co będę się chwalił....
Wtorek, wrzesień 30. 2008
To ulubiona zabawa Mi, niestety przede wszystkim wieczorem, kiedy padamy ze zmęczenia. A bawi sie w to tak, że Mi chowa się za bokiem kanapy, należy się wtedy zakraść i powiedzieć"łaaaa!", ewentualnie: "ggrrrraaauuuuu!". Minio wtedy zaśmiewając się, ucieka do sypialni i przyczaja za szafką. Czeka tam na nas, a my zakradamy się tak, jakbyśmy go nie widzieli i zachodzimy od tyłu - żeby mógł uciec znów do pokoju  Potem on przejmuje inicjatywę i goni swoją ofiarę biegnąc za nią, machając łapkami i krzycząc: "Uuuuuu! Łaaaaa!" Przerażające!
Sobota, wrzesień 27. 2008
- karmi nas nadgryzionymi paluszkami i kaszką wprost z paluszków, poi herbatką ze swojego bidoniku. Dba też o zdrowie całej rodziny - oczyszcza nasze nosy gruszką  sprząta pracowicie, siedząc na podłodze z głową pod narzutą, zamiata swoją szczoteczką do włosów kurze spod kanapy. Zmywa chusteczkami do pupy stoliki i podłogę. Wrzuca wszystko po co sięgnie do kojca, żeby nie pałętało się po podłodze. Kiedy kładziemy się do wieczornego zasypiania, wyjmuje spod narzuty na łóżku mój jasiek, żebym mogła go sobie położyć pod głowę. A Małż dzisiaj donosi, że mały Misio nawet potrafi podrapać Tatę po plecach - co ten uwieeeeelbia!
Sobota, wrzesień 27. 2008
jest - przynajmniej w części teoretycznej - bardzo udany. Pan instruktor kompetentny, kulturalny, interesująco i jasno mówi. Słusznie też opowiada bardzo wprost, do czego prowadzi jazda bez pasów, zbyt szybko, czy pod wpływem alkoholu. I słusznie również, pokazuje nam filmiki na tę okoliczność. Są to brytyjskie reklamy społeczne - jeśli ktoś widział, to zrozumie - nie da się po nich spać spokojnie. Ta dzisiejsza to już było dla mnie za wiele - ofiarą pijanego kierowcy padł mały chłopiec. Nie mogłam nacieszyć się Mi po powrocie do domu...
Zmartwiło mnie tylko jedno. Dziś zajęcia prowadziła pani psycholog. Mówiła, że najwięcej wypadków śmiertelnych wśród kierowców zdarza się w przedziale wiekowym 18 - 24 lat - to tzw. "młodzi kierowcy". Większość kursantów należy do tej grupy. Opowiadała dużo o zagrożeniach, o brawurze, jeździe pod wpływem alkoholu. Pokazała - chyba skandynawski - film, gdzie kierowcy siadający za kierownicę z promilami, wzięli udział w eksperymencie - jechali na placu manewrowym na trzeźwo, a potem takie same zadania wykonywali po takiej ilości alkoholu, która wydawała im się "bezpieczna". Oczywiście w tym przypadku kosili pachołki w slalomie i rozjeżdżali manekiny. I lekko straszne jest to, że większość kursantów była ubawiona wylatującymi w powietrze manekinami i toczącymi się po jezdni ich głowami. Oby przyszła refleksja, że w realnym świecie nie manekiny spotkają na drodze, a żywych ludzi.
Czwartek, wrzesień 11. 2008
i znów tragedia ( W Bydgoszczy pijany kierowca zabił na przystanku pięcioletnie dziecko. Aż mi serce staje, kiedy myślę, co przeżywają rodzice, którzy tam z nim byli! Policjant wyrzuca sobie, że kiedy otrzymał informację o pijanym człowieku wsiadającym do auta i go dogonił, włączył koguta. To sprowokowało ucieczkę i w efekcie wydarzyła się tragedia. Mam nadzieję, że ten, kto siadł po pijaku za kierownicą tez ma choć ślad wyrzutów sumienia...
Czwartek, wrzesień 11. 2008
a w każdym razie zdarza mu się to niezmiernie rzadko i nigdy nie wiadomo, czy chodziło o mnie, czy jest to taki sobie okrzyk. Dziś Babcia ćwiczyła z nim gaworki, poproszony o "mama" mówił "tata", a potem z upodobaniem powtarzał "baba" na różne sposoby...
Czwartek, wrzesień 11. 2008
to jeden z najprostszych obiadków, ale jaki dobry!
Robię je tak (na 2 osoby - niezbyt łakome  ):
1. W rondelku zeszklić na maśle cebulę, pokrojoną dość drobno.
2. Wrzucić 50 dkg pokrojonych pieczarek (ja obieram, ale niektórzy tylko myją), posolić, dodać świeżo zmielony pieprz. Dusić, aż pieczarki zmienią kolor (można przygotować je nawet dzień wcześniej)
3. Ugotować 25 dkg makaronu w dużej ilości osolonej (tuż przed wrzuceniem!) wody, odcedzić (nie hartować!).
4. Do ciepłych pieczarek, odsączonych (można zostawić ok. 3 łyżek wywaru), włożyć 3 - 4 łyżki serka Mascarpone, wymieszać. Ma powstać miły, słodkawy, kremowy sos.
5. Można go urozmaicić świeżo zmielonym pieprzem, albo posiekaną natką pietruszki czy zieloną cebulką. Suszonych ziół raczej w tym przypadku unikamy.
6. Wedle uznania można posypać parmigiano, grana padano lub innym tego typu serem (ale nie edamskim! - ma być suchy!) i świeżą bazylią.
Jedno wielkie "mniam mniam"
Środa, wrzesień 10. 2008
Pisałam już kiedyś - nie wspominam dobrze przedszkola  Teraz czytam artykuły o tym, jak dzieci przeżywają pierwsze rozstania z rodzicami, jak czują się samotne i zrozpaczone. Z drugiej strony wiem, jak ważne są kontakty z rówieśnikami. Kroi mi się serce już teraz, kiedy pomyślę o malutkim samotnym Miniu, odżywają wszystkie emocje  Jak znaleźć złoty środek?!? Dobrze, że mam jeszcze dwa lata...
Środa, wrzesień 10. 2008
Idąc do pracy, mijam sklep warzywny - czasem stoi pod nim furgonetka dostawcza. Tak też było wczoraj. Drzwi szeroko otwarte, pan nosi skrzynki z towarem. Do przejścia zostaje miejsca tyle, co na jedna osobę. Widzę zbliżającego się z naprzeciwka młodego człowieka w bluzie z kapturem, więc zatrzymuję się - tacy raczej nie ustępują miejsca. Ale - jak to miło! - tym razem się mylę. Chłopak zatrzymuje się i mnie przepuszcza. Radosna przechodzę więc i myślę, jaka to mila niespodzianka. W tym nastroju dochodzę do przejścia dla pieszych, nadjeżdża starszy pan starym Fiatem Uno. I macha ręką blisko przedniej szyby. Ja: "Cóż za piękny dzień! znów ktoś mnie przepuszcza!"...
Dobrze, że pan jechał bardzo wolno. Nie machał, żebym przeszła... Wycierał zaparowaną od wewnątrz szybę auta :]
Poniedziałek, wrzesień 8. 2008
Minio zobaczył, jak rzucam papierek Gioi, a ona za nim goni. Kiedy go porzuciła, Mal00ch natychmiast przejął inicjatywę - kazał się zabrać do przedpokoju, zaglądał pod stołek do kota i z wieloma groźnymi okrzykami rzucał jej papierek  sto pociech!
No i zamiłowanie do porządku znów dało znać o sobie - po kolacji wytarł stoliczek, buzię i łapki aż do łokci. I bardzo dobrze było przy tym widać, jak dziecko pragnie akceptacji i pochwał najważniejszych dla niego osób - patrzył pilnie na Tatę, czy widzi jego wyczyny. A kiedy Małż się rozpromienił i zaczął bić brawo - trudno było by znaleźć szczęśliwsze dziecko niż Miś
Poniedziałek, wrzesień 8. 2008
 - pojawiła się po 18 - stej i była podwójna! Pierwszy raz w życiu widziałam cos podobnego!
Niedziela, wrzesień 7. 2008
Całkiem zapomniałam napisać, że były wczoraj - to wspomnienie misiowego Patrona, o. Michała Czartoryskiego OP. Tu można o Nim poczytać: o. Michał Czartoryski
Niedziela, wrzesień 7. 2008
Misio lubi oglądać (i niestety też "głaskać") kwiatki stojące na parapecie - oczywiście z perspektywy rąk mamy. Rzecz jasna, opowiadamy sobie, co się jak nazywa. Teraz Mi bez problemu pokazuje kalanchoe, orchideę, fiołki, bluszcz i wilczomlecz - a co!
Niedziela, wrzesień 7. 2008
Minio rysował dziś kolorowymi kredkami, siedząc w swoim wysokim krzesełku. Kiedy jadł potem w tym samym krzesełku podwieczorek, przyjrzał się stoliczkowi z lekką dezaprobatą. Zaczął machać łapkami w kierunku pudełka z chusteczkami pampersowymi, wołając:"O, oooo!" Wiadomo już było, że trzeba dać mu taką chusteczkę. Wyjął od razu dwie, i starannie wytarł to, co mu się przy rysowaniu pobrudziło  potem wytarł swoja buzię i łapki  Przynajmniej jedną cechę odziedziczył po mamie
Sobota, wrzesień 6. 2008
Oboje wsiąkliśmy w programy kulinarne, emitowane przez BBC Lifestyle. To "Mistrz kuchni - wielki konkurs" oraz kilka produkcji Gordona Ramsey'a.
W "Mistrzu..." jest wiele etapów, podczas których kucharze - amatorzy starają się pokazać zadatki na zawodowców. Konkurencje są coraz trudniejsze, po każdej ktoś musi odpaść. Jak słusznie zauważył Małż, my, jako widzowie jesteśmy nieco poszkodowani. Eksperci nie tylko widzą jak pracują uczestnicy i czy mają cechy charakteru, które sprawią, że sprawdzą się jako szefowie kuchni. Oni rzeczywiście czują subtelne niuanse smaku potraw. Więc nic dziwnego, że niektóre edycje kończą się werdyktem zadowalającym widzów, a po niektórych rozpętuje się mała burza. Ostatnio właśnie obejrzałam ostatni odcinek turnieju, wygrał antypatyczny, samolubny choć sprawny technicznie, wielbiciel kuchni francuskiej. Wielkim przegranym zaś był przemiły młody operator koparki. Utalentowany, z wielkim wyczuciem smaku, uczący się w lot, a przy tym skromny, pracowity, chętny do pomocy. Niestety, popełnił więcej błędów niż laureat. Na szczęście Małż wynalazł w Internecie, że Dean znalazł szybko zatrudnienie w restauracji obdarzonej gwiazdkami Michelina, w której pracował przy okazji jednego z ostatnich zadań konkursu. Miło, że go doceniono, uf uf 
A Gordon to facet, który ma niewyparzony język i złote serce, gotuje troszkę wyspiarsko, ale nie brakuje mu polotu. Zwłaszcza Małż jest jego zagorzałym fanem - tylko czekać, jak zacznie gotować potrawy z jego książki! Nie powiem, nie mam nic przeciwko temu
|