Piątek, luty 29. 2008
Wczoraj w nocy odszedł mój Wujek, Ojciec Chrzestny, starszy brat mojej Mamy. Nagle, niespodziewanie ale w pełni pokoju. Był matematykiem, uczył w technikum, ale to nie tylko Nauczyciel - to Wychowawca. Zawsze zatroskany o los swoich uczniów, o to, żeby sobie życia nie spaprali. Jeździł z nimi na kajaki, na rowery - nawet gdy był już na emeryturze. Prawdziwy pasjonat swojej dziedziny wiedzy - ale i działania na rzecz innych, swojej społeczności.
A przy tym Człowiek ciepły, pogodny, łagodny. Potrafił jechać pociągiem osiem godzin, żeby złożyć mojej Mamie życzenia imieninowe w środku zimy - mimo, że musiał wracać tego samego dnia. Pamiętam, jak miałam kilka lat i poprosiłam, żeby bawił się ze mną w ślub - bez mrugnięcia okiem, z całą powagą odgrywał rolę Pana Młodego....
Środa, luty 27. 2008
leżąc obok niego wieczorem, nie mogę wciąż wyjść z podziwu nad cudem jego istnienia i cudem cudowności sposobu, w jaki jest... To nadzwyczajne i niezasłużone, że się urodził, że jest zdrowy, cały, że rośnie i jest mądrzejszy każdego dnia. Że uśmiecha się do mnie przecudnie każdego ranka, że tyle już umie, że jest z nami.
Środa, luty 27. 2008
Mi umie już - jak się dobrze zastanowi i przyłoży - uruchomić małego, grającego bączka  bardzo z niego mądry Smyk. Poza tym znów wykazał się samodzielnością przy jedzeniu - wypluł ostentacyjnie kilka ziarenek ryżu, które włożyłam mu do dzioba. Potem zażądał całej miseczki ryżów dla niego przeznaczonej, zamieszał łapeczką i zaczął zajadać. Wtedy pozwolił już sobie pomóc łyżeczką
Poniedziałek, luty 25. 2008
- tak mówi Mi. Pałaszuje na kolację chlebek - ale nie można mu kawałeczków wkładać do buzi, o nie! Nasz syn musi je zapakować do pyszczka OSOBIŚCIE. Ostatecznie, nigdy nie wiadomo, czy rodzice czegoś tam nie przemycą :] Bardzo pięknie ogląda też książeczki z obrazkami, poznaje gdzie jest kotek miau miau i piesek hau hau, no a przebojem jest konik - iiii ha ha (a nie pa ta taj - jak w klasyce polskiego kina  ). Poza tym wie, co znaczy nie wolno - kiedy spokojnie i stanowczo mówię mu to, reagując na wycieczkę do gniazdka elektrycznego - zaraz się cofa - a raczej odskakuje jak piłeczka  Coraz łatwiej jest wziąć Misia na ręce - dziś, schwycony za łapki, wdrapał mi się po nogach i brzuchu do góry  :) Martwimy sie tylko trochę, bo ma chrypkę, a Małż mówi, że chyba jest osłabiony - tak na jego, ojcowskie oko. No cóż, zobaczymy, jak będzie dalej
Wtorek, luty 19. 2008
Ja kiedy byłam mała, rozmawiałam bardzo mądrze z Tatą. Opowiadał mi o Kosmosie, grawitacji i takich tam. Powiedział między innymi, że Ziemia krąży wokół Słońca po względnie stałej orbicie, dzięki sile grawitacji. Zapytałam, oczywiście, co by było, gdyby ta grawitacja zniknęła. Usłyszałam, że Ziemia spadła by na Słońce, i razem ze wszystkim co na niej jest, stopiłaby się w maleńką kuleczkę - a przynajmniej tak to wtedy zrozumiałam. Bałam się zasypiać, żeby ta kosmiczna katastrofa nie wydarzyła się nocą. A potem postawiłam na straży grawitacji Pana Boga - modliłam się codziennie w pacierzu, żebyśmy na to Słonko cudne nie spadli
Niedziela, luty 17. 2008
Misio zmienił ostatnio zwyczaje - zresztą, cóż się dziwić, skoro cala rodzina ostatnio ma inny tryb życia. Otóż, zasypia z Babcią, albo jak dziś z Tatą, (różnie, czasem bujany chwileczkę w wózeczku, czasem i bez tego), śpi jakieś półtorej do dwóch godzin. Po obiadku zaś w daaaawnych czasach (czyli jeszcze 3 dni temu) sypiał razem ze mną do dwóch i pół godziny - a ja też miałam szansę podrzemać. A teraz skarbek budzi się po góra czterdziestu minutach i jest gotowy do zabawy! Dzisiaj dostał troszkę zabawek, z których wyrósł siostrzeniec Małża. Największa frajda była z klockami Chicco - można z nich zbudować prościutki zamek. Zwieńczeniem wież są korony - Mi zdejmował je buzią, a one niemal zawieszały mu się na nosku - ile było chichania! A poza tym nasze dziecko daje mi buzi! To znaczy, hmn, w pewnym sensie - ktoś inny mógłby powiedzieć, że chce mi odgryźć nos
Poniedziałek, luty 11. 2008
- od może dwóch dni. Bardzo mu się to podoba, bo może nimi stukać o stoliczek przy krzesełku - i górą i dołem, na przemian  Odkrył tez przyjemności jazdy kabrioletem z wiatrem we włosach. A że włoski marniutkie - to i kabrio odpowiednie - niebieska skrzynka na zabawki na kółkach  Aha, i zapoznaliśmy się z małym grającym bączkiem - niezła zabawa!
Czwartek, luty 7. 2008
u mnie w pracy. Patrzę na nie z przyjemnością i świeżym - po roku - okiem. Wyszczuplały, pięknie ubrane, co rusz zachwyca mnie jakaś biżuteria (eeechhhhhh), fryzury od dobrych fryzjerów, makijaże. A kupowanie butów to już sport narodowy  Miło, że komuś się chce...
Środa, luty 6. 2008
Czasem nachodzi mnie myśl - może wynika z pychy? - że właściwie nie jestem nikomu do niczego potrzebna, że spokojnie można było by mnie od ręki zastąpić kimkolwiek - a w każdym razie kimś stosowniejszym...
Wtorek, luty 5. 2008
we wszystkie możliwe strony - ma teraz taką szansę, bo chory Małż sam się wyeksmitował na kanapę. Więc synio ma pół łóżka i wykonuje przez noc ciężką pracę - raz na brzuszku, raz na pleckach, albo na boku. Buzią do okna, albo w poduszce, albo w ścianie. Jak on przeboleje powrót Taty - nie wiem, nie wiem
Wtorek, luty 5. 2008
sam myć łapki. Siedzi na moich kolanach w łazience, do umywalki napuszczamy trochę ciepłej wody i za chwilkę jesteśmy mokrzy  A Gioia siedzi na wannie i na wszystko ma baczenie!
Wtorek, luty 5. 2008
w pracy - to teraz moje zajęcie. Wczoraj - nie miałam komputera. Dziś mam - ale de facto tylko fizycznie. Mogę skorzystać z Internetu, ale poza tym już z niczego, bo nie jest skonfigurowany. I co? I sieeeedzę. Nawet mój wychowawca z LO puścił by mnie do domu, uważał bowiem, że siedzenie - takie bezproduktywne - jest demoralizujące.
Wtorek, luty 5. 2008
yyyyyyyyyyyy.... a, takie tam  kto wie, ten wie
Poniedziałek, luty 4. 2008
stosowane przez laryngologów :] po ich zażyciu Małż najpierw od swojego komputera zawołał do mnie: "Nie klep mojej myszki!", a potem wymyślił nazwę kabaretu, który założymy: "Kabaret obsceny z przeceny" ... A teraz jeszcze zapytal, czy moja o nim notka to nie jakiś paszokffilek???
Poniedziałek, luty 4. 2008
minął na poznawaniu zespołu - prawie w całości wymienionego przez ten rok, jak mnie nie było. Oczywiście, nie jestem jeszcze skomputeryzowana, ale to zna każdy, kto pamięta swój pierwszy dzień w pracy  Dziewczyny za to przygotowały mi biurko, włącznie z kalendarzem i moimi notatkami - tymi z lutego 2007 
Mi również spędził dzień spokojnie - z Babcią i Tatą, który ma L4 - i, szczerze mówiąc, nie byłam mu wiele potrzebna do szczęścia. Owszem, ucieszył się, gdy przyszłam, kazał się przytulić - i wrócił do zabawy z Babcią - ku jej nieskrywanej radości. No cóż, Małż pociesza mnie, że będzie mi łatwiej za jakieś 20 lat, kiedy Mi przyprowadzi pannę i oświadczy, że zaczyna własne życie...
|