Czwartek, styczeń 31. 2008
Właśnie dzisiaj przed naszym blokiem wycięto duże i piękne drzewo. Dawało nam namiastkę intymności, odgradzając nieco od bloku vis a vis, osłaniało przed słońcem latem, cieszyło oczy po przebudzeniu - teraz gałązkami z węzłami pąków, a kiedy było pełne liści - zielenią.
Nie wiem, czym zawiniło - niszczyło rury wodociągowe swoimi korzeniami? komuś dawało zbyt dużo cienia? kiedyś obłamała mu się gałąź w wietrzny dzień? Nikt nas o niczym nie poinformował. Po prostu, przyjechało kilku facetów, i pocięli drzewo. Na gałązki, konary, fragmenty pnia.
A mi żal...
Środa, styczeń 30. 2008
na życie nocne.
Na przykład - pobudka o 3:30, a następnie:
- pełzanie po łóżku,
- picie wody,
- ciągnięcie mleczka od mamy,
- popłakiwanie,
- wstawanie,
- siadanie,
- szukanie zabawek,
- zapadanie w kilkudziesięcio sekundowe okresy anabiozy, np.pozycja na brzuszku, nóżki podkurczone, a głowa wciśnięta tacie pod pachę,
- zasypianie o... 5:01.
Poniedziałek, styczeń 28. 2008
za to ja mam dziś na swoim koncie ponad 39 stopni, kaszel i okropny katar  byłam u lekarza, dostałam troszkę leków - no i mam wyleżeć
Niedziela, styczeń 27. 2008
Bo z dziećmi i tak nic nie wiadomo. Na przykład - ile ja się nasłuchałam o noszeniu w bebelulu! "Noś, noś, a zobaczysz, będzie cię potem wykorzystywał, a jak będzie ważył 12 kilo, to już nie będzie tak łatwo!". No i pewno by nie było, ale nie muszę sprawdzać - bo Mi wcale nie chce być noszony. Na ręce wzięty - i owszem - ale traktuje to jako środek transportu i bynajmniej nie przepada.
Więc - promujmy zdrowy rozsądek - i nie dajmy się zwariować!
Niedziela, styczeń 27. 2008
na popołudnie miał hipotermię  jakieś 36,1 (przy okazji - niech żyją termometry do uszka!), a na wieczór doształ szwungu orasss głupawki :] usypianie go było wielką przygodą. Najpierw miaukał, potem siadał i kładł się na przemian. Potem - nastąpiła cala porcja chichotów wraz z próbami złapania moich okularów, wydłubania mi oczu oraz oskalpowania. Kolejna faza to pełzanie do zabawek i ssanie pluszowego telefonu, po czym nastąpiło pędraczkowanie po łóżku i odpoczywanie w różnych dziwnych pozach, włącznie z wdrapaniem sie na mnie i leżeniem brzuszek w brzuszek. I po dobrej pół godzinie wreszcie upragnione spokojne "cium cium" i spanie 
Za to mnie gorzej, katarkowi i kaszlowi mówimy: "Dobry wieczór"!
Sobota, styczeń 26. 2008
W nocy nasz Mal00ch obudził się przed piątą i troszkę rozrabiał, a na koniec zaczął płakać i zasnął dopiero "na małpkę" - tzn. ja siedzę na piętach, on siedzi na moich kolanach, ja go przytulam. Rano był troszkę ciepły, około południa po zupełnie normalnym spacerze miał ok. 37,2. Ale zaczął się już ślimaczyć, zasnął niespokojnie około 13, a gdy się obudził miał już 39,2! Pędem pojechaliśmy do lekarza, okazało się, że gardło rozpulchnione, ale osłuchowo ok. Dostał leki, a po kolejnych kilku drzemkach obudził się w całkiem dobrym nastroju i teraz lula - póki co bez temperatury - jak co dzień. Życzcie nam spokojnej nocy!
Piątek, styczeń 25. 2008
ale Mi ma kumpla - pewne wcielenie Kubusia Puchatka, w formie podusi z wystającym łebkiem. Kumpel ten opowiada mu czasem historie. Zwykle są one nie dość, że z marnym morałem, to jeszcze knajackie :/
Na przykład kiedyś opowiedział coś takiego:
"Cze, Misiek, to opowiem ci historię! Poszedłem raz do Królika, no i siadam z nim przy stole i gadamy, nie? No i patrzę, a tu przede mną leży ciacho jakieś, no to biorę i gryzę, a Królik wrzeszczy: >AŁA!< Dziwię się, czemu tak się drze, ale nic, znów gryzę to ciastko. A on znów w krzyk! Bo się okazało, że to była jego stopa, a nie ciastko. Morał? Nie ryzykuj i nie jedz w gościnie ciasta w kolorze stóp swojego gospodarza!"
Inna historia była taka:
"Cze, Misiek! Wiesz, ale były numery! Patrzę ja se raz, a tu Prosiak chodzi w tę i z powrotem, a na plecach ma plecaczek, co se dopiero co kupił. No i pytam go, co tak chodzi? A on, że skoro ma plecaczek, no to chodzi. Tak se chodzi, po prostu. No, co racja to racja, no nie? A za parę dni spotykam Krzysia i on też chodzi i chodzi, tyle, że skrzywiony okropnie. I pytam go, co taką ma minę? A on mówi, że go plecy bolą. Mówię mu, że taki Prosiak to chodzi i chodzi i cały uśmiechnięty jest! A Krzyś na to - >Może dlatego, że taki różowy?< No i wziął i wymalował się na różowo - i nic - dalej go te plery bolą. No to polecieliśmy do Sowy Przemądrzałej zapytać, co jest grane, do stu baryłek miodu! A ona na to: >A boście głupole, chłopaki!!! To nie o kolor chodzi, tylko o plecak! Prosiaczka nie boli nic, bo nosi plecak!< No i Krzyś kupił sobie plecaczek i już se chodzą razem z Prosiakiem"
Piątek, styczeń 25. 2008
wie doskonale, że nie pozwalam mu ściągać skarpetek. Robi więc teraz tak, że ściąga skarpetkę tak troszkę troszkę, po czym patrzy na mnie i śmieje sie na całego! W ogóle, zrobił się z niego jeszcze większy śmichulek, dzisiaj chichotał ze mną ot, tak, bez powodu dłuższy czas, turlając się po łóżku. Niestety, połapał się już też, że mama trochę może go brać na ręce, więc woła i błaga i... czasem wygrywa
Wtorek, styczeń 22. 2008
Babcia z Mamą w sklepie...
Mama: O widzisz, myślałam o tej zabawce do wózka...
Babcia: Taaaaaaka? A co ona robi? I kwiatek dla chłopaka???
M: No, ale taki fajny i szeleści... A poza tym, czemu kwiatek nie może być dla chłopaka?
B: No jakoś tak mi nie pasuje. To już lepiej sznurek z zabawkami...
M: Nieeeeee, tym to on się na pewno nie będzie bawił.
B: No ale czemu nie?
M: Bo nie - ale to może kupmy mu przynajmniej śliniaczek z rękawkami?
B: Ależ on się w tym spoci!
To bardzo pożyteczna rozmowa, wbrew pozorom - oszczędza domowy budżet!
Sobota, styczeń 19. 2008
a mamy - jakby nie było - środek stycznia, prawda?
Sobota, styczeń 19. 2008
ściąganie skarpetek i gryzienie ich, włącznie z próbami włożenia w całości do pysia. A że skarpetki spore (na 11-12 cm) i frotowe, to jest co zakąszać i jest co moczyć. Rzecz jasna, jeśli nie upilnujemy, to trzeba przebierać i warto mieć tak ze 4 pary w pogotowiu :] Najsmaczniejsze jak dotąd są błękitne z napisem little blue i wielorybem...
Sobota, styczeń 19. 2008
to cytat z dzisiejszych wypowiedzi Misia, które usłyszeliśmy podczas kolacji. Nie muszę dodawać, że znacząco wpłynęło to na jakość karmienia go kaszką gruszkową  Moja Siostra od razu zapytała, czy przypadkiem ja z kolei nie jadłam dzisiaj oscypka, że Mi tak się porobiło...
Środa, styczeń 16. 2008
staje zupełnie sam! Łapie sie, spryciulek, uchwytów i - dawaj! Więc póki co, kojec nie jest bezpiecznym miejscem na pozostawienie Misiaczka - na przykład na czas wizyty w toalecie. Bo o ile wstawanie jest coraz bardziej kontrolowane, o tyle upadanie w bardzo małym stopniu. Jeśli jednak Misio wstanie w łóżeczku - aaaa, tu sprawy mają sie inaczej. Barierka jest niżej, więc można trzymać się jedną rączką i delikatnie zbliżać pupę do materaca, aby wreszcie miękko klapnąć.
Poniedziałek, styczeń 14. 2008
Można to śmiało powiedzieć o kilku gałęziach "przemysłu". Dowolne wprost ceny mogą nam dyktować producenci leków, produktów dziecięcych, a także firmy związane ze ślubami i pogrzebami :]
Kiedy patrzę na ceny słoiczków, które kupujemy dla Mi - ogarnia mnie wielkie zdziwienie - np. deserowy słoiczek (ok. 120 g) bananów to wydatek rzędu 3,50 zł! Chyba kilogram owoców kosztuje mniej  Oczywiście, kupuje słoiczek, bo raz, że nie mam kiedy gotować, a dwa, że ufam - być może naiwnie - że te owoce, a także w innych słoiczkach jarzynki czy mięso - są wyższej jakości niż te w osiedlowym sklepie. Oby nie okazało się to bajką
Poniedziałek, styczeń 14. 2008
Człowiek wciąż się uczy - dziś nauczyłam się nowego zwrotu od pani farmaceutki: "Oj, niestety, ten lek JEST NA BRAKU!"
|