Sobota, grudzień 22. 2007
przygotowania do Wigilii zwykle były pełne napięcia. Przede wszystkim - musiała być cisza w kuchni. Żadnego gadulstwa, albo - co gorsza radia - bardzo to Mamę rozpraszało.
Raniutko Babcia zajmowała się mordowaniem ryb, pływających przez ostatnie dni w wannie a następnie oprawianiem (brrr) ich. Wyjmowała i suszyła łuski i pęcherz pławny - łuski do portmonetek, żebyśmy byli bogaci, a pęcherz do wysuszenia i strzelenia  Karpia to lubił chyba najbardziej Dziadek, Babcia i ja, pozostali domownicy wzdychali i wypełniali tradycję. Do Babci należało jeszcze gotowanie szynki i pieczenie schabu z cebulką. Powstały z niego "smaluszek" zjadało sie potem do chlebka 
Dalej - trzeba było przemielić i przyprawić mak do makowca i kutii, Mama piekła bułkę drożdżową (obowiązkowo z makiem i czarnuszką pół na pół), makowiec i "powidłowiec" - czyli to samo co makowiec, tylko z powidłem. Z pieca wyjeżdżał też gorący placek z powidłem i kruszonką - zamiast obiadu  Do kutii potrzebna była jeszcze ugotowana pszenica, którą studziliśmy w dużej misce na balkonie. Tymczasem na kuchni pyrkała kapusta i grzyby, w dużych garnkach mieszał sie barszcz - odpowiednie proporcje domowego kiszonego, wywaru ze słodkich buraków, wywaru z jarzyn i z grzybów. Tylko ostrożnie, żeby sie nie zagotował!
Trzeba było przełożyć kawową masą tradycyjny tort orzechowy, nie żałując spirytusu  Był jeszcze piernik, przekładany dla Taty, suchy dla mojej Siostry. Z czasem liczba ciast się zmniejszała, ale pamiętam czasy, gdy były jeszcze m.in. 2 inne torty!
Potem na I Dzień Świąt kroiłyśmy sałatki, przygotowywałyśmy chrzan ze śmietaną i sos tatarski.
A popołudniu był czas lepienia pierogów, z kapustą i grzybami oraz z powidłem, oraz całej masy uszek! Ach, no i uszczęśliwiający wszystkich kompot z suszu :]
Tymczasem Tato stawiał choinkę - kiedy byłyśmy małe, miewała około 4 metrów  Bombki niektóre wieszał jeszcze sam w dzieciństwie. Miałyśmy też piękny łańcuch "uszyty" przez Mamę. Cały rok zbierała kapsle z butelek ze śmietaną, kefirem i mlekiem. Pięknie je polerowała, korzystając z monety wycinała kółeczka. Potem układane jedno za drugim na gazecie, przeszywała na maszynie - naprawdę - cacko  Czasem na choince pojawiały sie długie a niesmaczne cukierki owocowe, a raz nawet od kogoś dostałyśmy niemieckie czekoladki na sznureczkach - ale święto!
A wszystkiemu towarzyszył tradycyjny okrzyk Mamy: "Patrzcie, która godzina! A tu jeszcze nic nie zrobione!"
Sobota, grudzień 22. 2007
prawie całkiem sam  potrzebuje tylko poręczy łóżeczka, albo nogi mamy. Bąbluje, pluje, mówi: "Oooohooo" i "Buuuu" i "Pffffff". Patrzy zniesmaczony, kiedy Babcia, zamiast go zabawiać, ziewa, bo wykończona przygotowaniami do Świąt. Odpoczywa, klęcząc na łóżku obok mnie, a resztę ciałka kładąc na moim boku. Jest słodki i naj - w - ogóle - uśniejszy
Czwartek, grudzień 20. 2007
Oj, jak miło! Po raz pierwszy od kilku dni Mi zasnął na tyle dobrze, że nie zbudził się zaraz po przełożeniu do wózka. Panuje błoga cisza, ja nawet przez jakieś 10 minut usiedzę już na krześle.
A dziś rano, synaczek nasz obudził sie razem z Tatą, czyli ok. 5:40. Rozrabiał trochę, w egipskich ciemnościach grudniowego poranka. Wyduldał potem prawie 210 (!!!) ml mleka z butelki, ziewnął i ... zasnął. Ale jak! Leżał tyłem do mnie, na boczku, policzek oparł na moim policzku  Potem przewrócił się na brzuszek, oparł buzię na moim ramieniu i spał dalej. Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam Mi w tak uroczej śpiącej pozie - aż żal mi było, kiedy potem oglądałam śmieszne filmiki z dziecięcymi spankami np. w sposób "spływający" z kanapy (buzia na dywanie, pupa na kanapie).
Zatem wybieram się korzystać nadal z ciszy misiowej .....
*forma "synaczek" to nie literówka, tylko staropolszczyzna, drogi Małżu :]
Wtorek, grudzień 18. 2007
stanął wczoraj zupełnie samodzielnie, podciągając się na szczebelkach łóżeczka  Jest niezwykle ruchliwy i radosny, patrzy oczkami jak mała foczka, kombinuje i wprowadza w życie swoje pomysły. Oczywiście najfajniejsze zabawki to kapcie, butelka z wodą, zegarek Babci  Żeby nas jednak nie rozpieścić zupełnie, od kilku wieczorów nienajlepiej zasypia - to znaczy, owszem, zaśnie ze mną, ale przełożony do wózeczka, uderza w tak rozpaczliwy płacz, jakby go ktoś ze skóry obdzierał :> nic na to nie można poradzić (przynajmniej nie wpadliśmy jeszcze na to) więc skutek jest taki, że ląduję w łóżku o 21 i śpimy sobie z Mi do 8 rano, hyhy. A mówi się potocznie, że przy małym dziecku nie można się wyspać... Cóż, mamy nadzieję, że chodzi o kolejne ząbki tym bardziej, że ślini się na potęgę
Wtorek, grudzień 18. 2007
powoli daje żyć. Po weekendowych sesjach z Panią Kręgarką i totalnym zaleganiu w łóżku, chodzę trochę po domu i siedzę. Moja święta Teściowa pracuje u nas na cały etat jako opiekunka Mi, a ja powolutku włączam się w obowiązki, bo na przykład sama się ubieram, albo idę do łazienki, albo przynoszę sobie śniadanie z kuchni :] małe, a cieszy.
Pani Kręgarka powiedziała, że wyczuwa zbyt dużą przerwę między dwoma kręgami gdzieś pod koniec odcinka piersiowego, przy totalnym ściśnięciu kilku kręgów pod koniec lędźwiowego. Będę musiała zrobić RTG, żeby wiedziała, co ze mną dalej robić.
Powiem jednak szczerze, że te dni w łóżku były ogromnie trudne, pełne i fizycznego bólu, i poczucia niemocy i łez. Chwała Bogu, że pomaleńku wychodzę na prostą i będę mogła wyjść w Wigilię
Niedziela, grudzień 9. 2007
moje kłopoty z kręgosłupem trwają. Od strony farmakologicznej niewiele jest do zrobienia. Dziś biorę ostatni zastrzyk z ketopromu, potem zostają tylko sterydy.
Pani kręgarka wczoraj była zadowolona z moich postępów, prawie sama zczołgałam się z łóżka na podłogę i nawet udało mi się usiąść na piętach - oczywiście bez wyprostu. Po łóżku wolno się tylko turlać :/
Trudno tak leżeć, nie móc zająć się dzieckiem i siusiać na czworaka
Czwartek, grudzień 6. 2007
z bólem kręgosłupa. Był wielki kłopot, żeby zechciał mnie w ogóle zobaczyć lekarz! Pani, do której jestem "zdeklarowana" w ośrodku, stwierdziła, że nie może przyjść, jako, że nie wie, o której zakończy ordynowanie. Dzwoniłam tu i tam, w końcu wpadłam na pomysł, żeby poradzić się Pani Zastrzykowej, która robiła zastrzyki małemu Mi latem. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Pani poleciła mnie znajomej lekarce, a Doktor Maja przyjechała do nas. Zapisała dość drastyczne zastrzyki, ale rozsądnie dopuściła, żeby Młody pociumkał pierś do zasypiania, ale pod warunkiem, że będzie wcześniej dobrze obęckany  dziś drugi dzień zastrzyków i widać już, chwała Bogu, poprawę. Popiskuję jeszcze co prawda, ale znacznie mniej.
A kiedy się podkuruję i dam radę, z przeproszeniem, sama ubrać majtki, idę na RTG a potem mam sie spotkać z panem, który jest ni mniej ni więcej, tylko byłym masażystą znanego klubu sportowego. Ponoć ładnie postawił kręgosłupy wielu osobom, spróbujemy więc. Miałam go pierwszego na liście do obdzwonienia, a spodobał mi sie wielce  Byle do wiosny
Poniedziałek, grudzień 3. 2007
Poległam  od wczoraj koszmarnie boli mnie kręgosłup. Oczywiście, połknąć mogę tylko apap, a smarowanie jest warunkowe - ze względu na zdrowie Mi. Mam dawno stwierdzone zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa lędźwiowego - i tak cud, że odezwał się dopiero teraz! Gdyby nie Teściowa i Małż - było by baaaardzo krucho
|