Niedziela, wrzesień 30. 2007
choć miały czwórkę dzieci!" - powiedział Teść, komentując nasze zagonienie przy Mi. Mówiąc to, myślał przede wszystkim o kobietach ze wsi, na której się urodził. I na pewno ma rację. Z pewnością wiele współczesnych kobiet, z miasta czy ze wsi, radzi sobie z dzieckiem o wiele lepiej niż ja. Ale jeśli Teść wspomina swoje dzieciństwo - no, tu już bym dyskutowała.
Po pierwsze, rodziny były wielopokoleniowe a sąsiedzi żyli ze sobą dużo bliżej - zawsze była babcia, ciotka, niezamężna krewna, siostra, sąsiadka zza płota, która mogła pomóc. Po drugie, jeśli dzieci było kilkoro, to starsze opiekowały się młodszymi. Po trzecie, czasy były mimo wszystko spokojniejsze, więc dzieci pewno też. A po czwarte, jeśli dzieciak płakał, to dawało mu się do ssania gałganek namoczony w bimbrze albo wywarze z maku - i lulu! Hmn, może to jakaś myśl?
Niedziela, wrzesień 30. 2007
Dzieci bardzo nas nawracają - każda chwila złości na bezmyślnie bębniącego za oknem sąsiada - jak wczoraj, czy zniecierpliwienia, że mal00ch kolejną godzinę nie zasypia albo złości, że znów ktoś, kto miał pomóc nie pomógł, pokazuje bardzo mocno, jak daleko mi do prawdziwej Miłości.
Niedziela, wrzesień 30. 2007
zapytał kiedyś ktoś na liście dyskusyjnej, poświęconej duchowości. I stwierdził, że nie - ponieważ ma wierzyć tylko w Boga. A ja sądzę, że zaszła tu pomyłka - nie można mieszać języka teologii z językiem psychologii, czy nawet czasem z językiem potocznym. To takie samo nadużycie, jak wściekanie się na kogoś kto mówi: "Ty to masz manie prześladowczą!" - a w psychiatrii i psychologii coś takiego nie istnieje. Albo jak nadgorliwość polonisty, który wprowadzając korektę do mojego tekstu prasowego, poprawił mi "burza mózgów" na "burza mózgu", bo zwracałam się do pojedynczego czytelnika.
Kiedy miałam prowadzić zajęcia z asertywności, bardzo mi to było nie w smak, do momentu, kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę bycie asertywnym to wypełnienie przykazania "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". A wiara w siebie będzie pokorą - czyli prawdą o samym sobie. Zresztą, skoro „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20) - to wierząc w siebie, wierzę w Boga, który jest we mnie
Niedziela, wrzesień 30. 2007
zachwyciła małego Mi, śmichował się i wdzięczył, zapomniał nawet o drzemce. Dziękujemy Cioci F. za przemiłą wizytę i zapraszamy znowu! Odświeżająca jest rozmowa z osobą, która co myśli, to powie - jak jej nadepniesz na odcisk to powie, i jak Cie lubi - to też powie
Sobota, wrzesień 29. 2007
"Mądra" mama we czwartek na obiad wcięła wielki talerz jabłek w cieście, a na kolację poprawiła sobie sznycelkiem od Teściowej. W piątek mlaskała nad frytkami i złotymi paluszkami Frosty z piekarnika. A w nocy z piątku na sobotę dziwowała się, czemu Mal00ch wierci się, popłakuje i taaaki ma brzuszek, że niemal pod sufit uleci :]
Sobota, wrzesień 29. 2007
W bloku obok, w mieszkaniu jakieś 2 piętra wyżej, którego ściana frontowa ustawiona jest do naszego pod kątem prostym, trwa impreza. Bardzo głośna muzyka, śpiewy, krzyki. Oczywiście nikt nie interweniuje, z nami na czele, bo nie chcemy zemsty miłych panów - mam wielkie poczucie bezsilności.
Piątek, wrzesień 28. 2007
i usypiaj dzieci! W jednym z periodyków przeczytałam, że kąpiel powinna poprzedzić ostatnie karmienie i sen. Ale inny artykuł straszy mnie, że jeśli dziecko skojarzy zasypianie z jedzeniem - to biada mi! Oczywiście zakazy dotyczą również lulania. Tyle, że nie widzę metod skutecznych a dopuszczonych przez Wszystko Wiedzących.
Ale na pocieszenie - jeszcze niedawno straszono mnie, że Mi jest tak przeze mnie rozpuszczony, że nie da się zostawić sam nawet na minutę. Tymczasem od dwóch dni mal00ch zostaje sam i na macie i w łóżeczku - piszcząc, kręcąc się i turlając, oooo!
Sobota, wrzesień 22. 2007
Może to trywialne porównanie - ale takie przyszło mi na myśl. Kiedy wiązana jest sieć - zaczyna się od jednego koralika, zbierającego wszystkie sznurki. To jak narodziny. Potem pojawiają się supełki - wydarzenia, przełomy, spotkania - splata się sieć. I wszystko znów kończy się koralikiem - tym razem - koralikiem śmierci.
I w jednej chwili wszystko przestaje mieć znaczenie - swetry na półce, adresy w notatniku, zakładka w książce, niedokończona krzyżówka, szczoteczka do zębów w łazience czy pół ciastka zostawione na jutro - którego już nie ma.
Czwartek, wrzesień 20. 2007
1. Zupełnie samodzielnie przewróciłem się z pleców na brzuszek.
2. Pomogłem mamie i sam przytrzymałem sobie butelkę z mleczkiem przy jedzeniu - przez całe 60 ml!
3. Zasnąłem przy mamie - ale nie przy piersi - possałem, possałem, ale potem zamknąłem dzióbek, pozastanawiałem sie jeszcze chwilę, ziewnąłem - no i lulu!
4. Przytyłem od zeszłego tygodnia 340 g i ważę już 6730!
Środa, wrzesień 19. 2007
żeby nie zapominać pięknych, miłych i zabawnych chwil. Żeby pamiętać je lepiej niż straszną noc, kiedy jej ostateczna droga się zaczynała a ja próbowałam ściągnąć telefonicznie jakiegoś lekarza - i wiedziałam, że cierpiąc będzie musiała czekać kilka godzin. Po co mam pamiętać jak serce mi stanęło, kiedy zobaczyłam pod domem karetkę, kiedy Siostra powiedziała po raz pierwszy: "Ona tam umiera", kiedy mieliśmy jeszcze nadzieję, bo lekarze coś robili i kiedy Małż przyszedł i powiedział: "To już, Mama odeszła".
A ja wolę pamiętać, że palec wskazujący Jej prawej dłoni był charakterystycznie zakrzywiony - tak jak i u jej Rodzeństwa i wszyscy się śmiali, że to od wylizywania garnków.
Albo jak ją denerwowała bezczynnośc innych i mawiała: "Rób coś, cokolwiek, tylko tak nie stój!"
Albo jak wysłała mnie do spiżarki na poszukiwanie słoiczka z czymś tam. Wypytałam: "ta półka? na pewno ta?" I kiedy już ją całą przetrząsnęłam w bezskutecznych poszukiwaniach, Mama wychyliła sie z kuchni, popatrzyła na mnie z politowaniem: "Ale to nieeee ta półka!"
Środa, wrzesień 19. 2007
to my!
Postanowiliśmy przemeblować nieco sypialnię i spróbować wkładać Miśka po uśpieniu do łóżeczka. Hmn, raz tak zrobiliśmy. Drugi raz zostawiłam go juz na łóżku. Dziś z powrotem śpi w wózku - od uśpienia do momentu, kiedy przyjdę i zabiorę go na noc do nas. Spokój, z jakim dziś śpi - już od kilkudziesięciu minut bez przerwy - świadczy o tym, że jeszcze za wcześnie mu do wielkich przestrzeni łóżeczka. Gondolka, gdzie ciasno i ciemno daje poczucie bezpieczeństwa. I kiedy widzę, jak jest pogodnym, komunikatywnym i silnym dzieckiem - wiem, że to nie tylko biologia, ale i dobre owoce tulenia, pieszczenia i bycia blisko
Środa, wrzesień 19. 2007
Zwykle pod prysznicem myślę sobie o całym dniu - jest spokojnie, ciepło, relaksująco. Dziś zastanowiłam się, jak często powinnam zmieniać miśkowy ręcznik kąpielowy - bo, coż, nie jestem ortodoksyjna i nie robię tego codziennie. I pomyślalam: "O, zadzwonię do Mamy i zapytam, jak często to robiła, kiedy byłyśmy małe"...
A przecież nie zadzwonię... I nie zapytam - ani o ręcznik ani o nic innego. Więc pytajcie, pytajcie swoich bliskich o wszystko - o pierwsze miłości, marzenia, wydarzenia - i to nie tylko nestorów - wszak nie wiadomo, kiedy kto z nas odejdzie... I nie zdążymy i będzie nam żal...
Sobota, wrzesień 15. 2007
 
Zaprojektował tę kamienicę w Krakowie. Remont kilka lat temu odebrał jej newralgiczny element, zamyślony przez architekta - dzikie wino. Druga jego kamienica jest na rogu Piłsudskiego. A gdzie jeszcze?
Czwartek, wrzesień 13. 2007
Dziś byliśmy w ośrodku, aby kontrolnie się zważyć, zwłaszcza ze względu na moją zmniejszoną stresowo laktację. No i mamy teraz 6400. Ważyła się też pewna Agatka - jakiś miesiąc starsza i ze 2 kilo cięższa! Ale co tam, przynajmniej Mi to nie jakaś klucha, tylko wielce przystojny młody mężczyzna!
Pani Doktor i Pani Położna zachwycały się jego komunikatywnością, pogodą ducha i siłą - jak rwie się do siadania. Tak, że mama też rozradowana.
Misiek wyrasta w przerażającym tempie z ciuszków, teraz mam już swoja metodę, kiedy potrzebujemy np. rozmiaru 68, to kontrolnie dokupuję tez po 1 sztuce 74 - i nic mnie nie zaskoczy, tra la la!
Poza tym Mal00ch dostał od rodziny leżaczek, taki z bajerami - wibracją i pałąkiem interaktywnym zabawkowym (reaguje na kopanie) i uciechy ma co niemiara, poza tym, że wychodzi tu jego charakterek - jak zabawki zbyt długo nie poddają sie jego woli - złości sie okrutnie!
Poznaje też "swoich" i "mniej - swoich" - dziś narobił wstydu drąc się na rękach u babci! Strach się bać, jak to będzie z nianią!
Czwartek, wrzesień 13. 2007
którzy byli ze mną, kiedy odeszła Mama.
Myślę sobie, że - paradoksalnie - stało się to na Jej prośbę. Wiele razy powtarzała, że jest ciężarem, że związuje ręce tym, co się nią opiekują. A chciała dla nich jak najlepiej. I odeszła, aby jeszcze lepiej się nami opiekować. Już Ją widzę, jak chodzi po Niebie, molestując "swoich" świętych o wstawiennictwo w ważnych sprawach. Jestem pewna, że wymodli nam niejeden cud, bo uparta to Osoba...
Wciąż czuję Jej obecność i de facto jest tak, jak przez ostatnich 12 - 13 lat, kiedy nie mieszkam już z Nią - po prostu, muszę pojechać tam, gdzie Ona jest. I już. I kiedyś to sie spełni.
|