Niedziela, maj 13. 2007
Pojawiły się - choć jeszcze zbyt rzadkie - skurcze i plamienie. Pani Położna pozwoliła nam jeszcze pospać w domku - no a jutro po śniadaniu jedziemy do szpitala. Może namówię Małża, żeby mi rano kupił bułeczki cynamonowe????
Sobota, maj 12. 2007
Oczekiwanie na Malucha się przedłuża i coraz bardziej daje we znaki. Podejrzewałam już, że doktor bardzo się omylił i tak naprawdę jestem dopiero w siódmym miesiącu, dajmy na to...
A skoro Dzidziek na świat się nie pcha, to juz w poniedziałek mam się meldowac na oddziale.
Perspektywa szpitala mało mnie raduje, gdzież mam tyle spokoju i ciepła, jak w domu? A tam już tylko nerwy, zły sen i samotność.
Zresztą, dzień dzisiaj był trapiący od samego ranka - nieudane pieczywo i jajka na śniadanie, zapomniane ważne rzeczy w zakupach, łakocie nie do końca wymarzone  No i BebeLulu wcale nie sprzedaje dopasowanych do chust toreb, mimo zapewnień w prasie ;(
A jeszcze biedny Małż się o moje nastroje martwi, ech...
Piątek, maj 11. 2007
- czyli sonduje, ile czasu zabiera nam dotarcie do szpitala. Tak przynajmniej twierdzi moja Siostra  a skomentowała tak nasze wczorajsze perygrynacje. Dzidziek około 19 - 20 zaczął rozrabiać i ruszał się de facto bez przerwy. Zadzwoniłam do Pani Położnej a ona doradziła, abyśmy pojechali do szpitala i sprawdzili, czy wszystko jest ok. Wyjechaliśmy po 23 a na izbie przyjęć spotkaliśmy... naszego doktora! Badanie, USG i - uffff! - z dzieckiem wszystko ok, a ja mogę spędzić kolejną noc we własnym łóżku, z własnym Małżem i własnym kotem
Piątek, maj 11. 2007
Mój Kuzyn twierdzi, że uzyskuje się je przez przewracanie pionków...
Czwartek, maj 10. 2007
Mój Małż jest przerażony - kupiłam chleb farmera - ma w środku marchewkę! Serio serio. Sama jestem ciekawa, jak będzie smakował, hmn. Poszłam do piekarni po bułeczki ługowe - bardzo je lubię. To pieczywo podobne do tradycyjnych niemieckich precli. Można je kupić cieplutkie, prosto z pieca, posypane grubą solą w ulicznych budkach, na przykład we Frankfurcie nad Menem. Przed upieczeniem są smarowane ługiem (podobnie jak słone paluszki) co daje im ciemno-brązową, błyszczącą skórkę, która otwiera się w nacięciach, ukazując puszyste i białe wnętrze  mniam mniam... w ogóle - niemieccy piekarze - zwłaszcza z południowego - zachodu, dobrze znają się na swoim fachu. Kocham ich drożdżówki i coś podobnego do śląskich kołaczy. Okrągłe placki drożdżowe, najeżone ósemkami śliwek
Czwartek, maj 10. 2007
Podobno zagubioną igłę znaleźć może tylko ktoś o czystych myślach. Mój Teść, pochodzący z pięknej galicyjskiej wsi, mówi, że dawniej na wsi igła była skarbem. W domu była tylko jedna jedyna i trzymano ją... w drzwiach, wbitą w dziurkę po gwoździu...
Czwartek, maj 10. 2007
bo wczoraj po południu przyszły nieco inne bóle. Były dość ostre i nawet wróciły ze trzy razy :]. Tyle, że potem poszły sobie a noc była czasem spokojnego snu aż do 5:20 bez przerw  potem drzemałyśmy sobie z Gioiką do 8.
Środa, maj 9. 2007
A mamy je "przez przypadek". Jakieś pół roku przed ślubem, Małż zaczął się rozglądać za gniazdkiem dla nas. Szczerze mówiąc, popadł juz w rozpacz - to, co oglądał, nie nadawało się do niczego, a zwłaszcza do mieszkania. Mieliśmy też propozycje kosztownych domów do remontu - nic nie zapowiadało sukcesu.
W końcu biednego i zagonionego Małża dopadło choróbsko. Źle leczone przerodziło się w paskudną anginę. Jak zwykle nie wierzę w męskie zdrowotne jęki - tak wtedy rzeczywiście było niedobrze. A kiedy leżał w łóżeczku, Teść natrafił na ogłoszenie wiszące na słupie. Wybrał się na rekonesans i namówił nas na zobaczenie mieszkanka. I to było to! Co prawda moja Ciocia stwierdziła, że nie da się żyć na 52 m2, ale postanowiliśmy zaryzykować.
Kolejne miesiące oznaczały dla nas zmaganie się z remontem i meblowaniem. Zamieszkaliśmy tymczasowo z Teściami - co na dłuższą metę nie było złe. Mogliśmy dobrze się poznać i przekonać, że jesteśmy absolutnie bezkonfliktowym kwartetem!
Państwo, którzy nam sprzedali mieszkanie, mieli nieco inne niż my poglądy na urządzanie domu i bezpieczeństwo - zwłaszcza instalacji elektrycznej  Stąd remont zaskakiwał nas coraz to czymś - nasz pan Malarz (rewelacyjny fachowiec!) nie mógł wyjść z podziwu. Muszę przyznać, że jestem mniej cierpliwa niż Małż - ja bym już to i owo odpuściła - ale on chciał, abyśmy wszystko robili jak najsolidniej. I dobrze się stało, dziękuję, Kochanie!
Wprowadziliśmy się 28 października 2005 - pierwsza noc w naszym domu 
Słoneczny "salon", żółciutka kuchnia, chłodny gres na podłodze w przedpokoju, sosnowy pokój do pracy i prosta, nieduża sypialnia.
I to chyba właśnie ona jest moim ulubionym miejscem. Proszę bez skojarzeń  To miejsce pełne spokoju i światła - jako jedyne pomieszczenie ma 2 okna - na 2 przeciwne strony - rano budzi nas słońce na wschodzie, wieczorem możemy podziwiać karmazynowe zachody. Powietrze pachnie tam delikatnie i świeżo. Jest cicho i tak dobrze się wypoczywa! Mam nadzieję, że nasz Mal00szek też doceni tę atmosferę
Wtorek, maj 8. 2007
właśnie Pan Premier wyjaśnił mi, że TA nominacja ma sens... Uffffff, co za ulga!
Wtorek, maj 8. 2007
Bywają reklamy, które budzą mój głęboki sprzeciw. Należą do nich niektóre spoty piwne - pojawia się w nich kilku wysportowanych mężczyzn, idą w góry, doświadczając ekstremalnie niebezpiecznych przygód. Na szczycie... otwierają piwo! Przekaz jest jednoznaczny - do plecaka nie wkładamy termosu i czekolady - tylko parę flaszek. Odpijamy je w samym sercu gór i spadaaaaaamy na dół ssssssssss pieźniom na ósssssstach!
Poniedziałek, maj 7. 2007
i czekamy i czekamy  Mój dobry Małż wspólnie z moimi dobrymi Teściami ustalili dyżury, tak, że właściwie nie jestem sama w domu. Moje odczucia wciąż się zmieniają, pojawiły się dzisiaj pierwsze bóle bardziej w okolicy krzyża niż brzucha. Dzidziek rozrabia, mam wrażenie, że robi sobie małe wypady z góry brzucha do dołu. Mam nadzieję, że w końcu na tyle mu się to znudzi, że przymierzy się do wyjścia
Czwartek, maj 3. 2007
wczoraj. Pani jest w ogóle kapitalna. Muszę stwierdzić, że bardzo ją polubiłam i - co ważniejsze - ufam jej. Jest szefową położnych w naszym szpitalu i z opowiadań mamuś i specjalistów - to po prostu fachura! ostrzegła nas, że - po pierwsze - musimy szybciutko powiadomić ją, kiedy się zacznie, bo ona musi mieć czas na przygotowanie - bez makijażu nie wychodzi z domu! Po drugie zaś - u niej nie ma roztkliwiania się nad sobą. Pomoże mi i razem damy radę, ale muszę pracować od początku do końca porodu. Bardzo nam się takie podejście podoba. I tak sobie myślę, że tak się natrudziwszy w tych pierwszych dniach bycia dziecka na świecie - będę lepiej przygotowana do opiekowania się Mal00chem 
I tak opowiadam o Pani Wiesi, że nie napisałam w końcu, co nam powiedziała! Dała nam mniej więcej tydzień, kazała dużo chodzić, pić zioła, pracować i ma boleć troszkę u dołu brzucha! Niech się wszystko tam dobrze przygotowuje! ale z badania wyszło, że jak już się zacznie, to ma szansę baaardzo ładnie pójść. No ja myślę! Taki mam plan, że spędzimy na porodówce jakieś trzy godzinki
Czwartek, maj 3. 2007
Właśnie dziś prywatną wizytę na naszej prowincji zakończyła moja Siostra. Spędziła u nas prawie trzy dni, poświęcone przeważnie na lenistwo i jedzenie  aaa, były jeszcze zabawy z Gioiką. Bardzo było miło i sympatycznie no i czasu trochę więcej do pogadania niż przy powszednich telefonach czy mailach. Dziękujemy i zapraszamy znowu!
|