Piątek, marzec 30. 2007
Pojawiła się nowa kategoria - "Polecam" - widać to z prawej strony strony  Będę tam pokazywała rożne produkty, które lubię - pierwsze wpisy niebawem!
Piątek, marzec 30. 2007
Och, och, pisałam o moich kłujkach z heparyny. Zostało mi ich jeszcze kilka i nie są specjalnie miłe, ale - skuteczne! Noga wygląda ładniej, widzę w niej wreszcie kostkę i mniej boli. Dobrze, że mam mądrego doktora
Środa, marzec 28. 2007
Środa, marzec 28. 2007
 To moja ulubiona firma - Inblu. Dziwne, że kapciuszki i klapki robią naprawdę ładne, a zwykle buty nie bardzo im wychodzą...
Wtorek, marzec 27. 2007
to jeden z programów oferowanych przez Zone Club. Jeśli ktoś jest bardzo niezadowolony ze swojego wyglądu i uważa, że przeszkadza mu on w szczęśliwym życiu, może zgłosić się do organizatorów. Osoba wybrana korzysta darmowo z usług chirurga plastycznego, stomatologa, wizażysty, kosmetyczki i fryzjera. Czasem dostaje jeszcze jakiś "gratis", który ma spełnić jego marzenia - sesję fotograficzną, spotkanie z jakąś sławą, lekcje aktorskie, a nawet - przywrócenie mężczyźnie płodności, którą stracił (operacyjnie) na własne życzenie.
W jednym z odcinków pokazano młodą kobietę, skrzypaczkę. Rzeczywiście, nie była osobą wielkiej urody. Nalana buzia, brak podbródka - ta cecha akurat utrudniała jej właściwe ułożenie instrumentu. Fałdki tłuszczyku tu i tam, niewielki biust. Przeszła OSIEM różnych zabiegów chirurgicznych ( w przeciągu niewielu dni - bo chyba po 3 miesiącach była już po wszystkim, łącznie z rehabilitacją). Odsysanie tłuszczu z policzków, brzucha i ud, korektę nosa i powiek, wszczepienie implantu brody (!) i coś tam jeszcze.
I taka moja refleksja po tym programie - fakt, pani wyglądała o wiele lepiej. Tylko - czy to rzeczywiście rozwiązało wszystkie jej problemy i uczyniło bezwzględnie szczęśliwszą? Jeśli tak - to bardzo źle o nas świadczy...
Wtorek, marzec 27. 2007
W Australii znaleziono ropuchę z gatunku aga - miała 40 cm średnicy i ważyła ponad kilogram! A feeeeee!
Sobota, marzec 24. 2007
 A propos św. Franciszka - nie należę do wielbicieli pielgrzymek, objawienia nie są szczególnie ważne dla mojej duchowości, nie będę szla na kolanach, aby ucałować odbicie stopy czy ucha jakiegoś świętego. Jeśli taka osoba jest dla mnie ważna - to w wymiarze duchowym.
Są dwa wyjątki - miejsca związane ze św. Katarzyną ze Sieny - bo jest tam jak w domu. I Asyż, bo... nie wiem, bo co. Po ludzku - bo jest to miejsce magiczne.

Tak, jakby św. Franciszek tam wciąż był. W krypcie jego grób jest umiejscowiony niezwykle - to gruby słup, filar, pośrodku pomieszczenia. Otacza go krata, wzdłuż niej biegnie klęcznik. Wśród tłumu pielgrzymów, jakby poza czasem, klęczał tam, z czołem opartym o pręty, młody brat w prostym habicie - chyba Wspólnoty Jerozolimskiej.
A potem klęczenie pod krzyżem z San Damiano - wielkim, otaczającym, przygarniającym...

PS. Ten gołąb na zdjęciu jest żywy i podobno nie przywiązany za nóżkę!
Sobota, marzec 24. 2007
Widziałam dziś fragmenty pierwszej części włoskiego filmu telewizyjnego o św. Franciszku. Myślałam o tym, jak zabrał się za rozdawanie majątku swojego ojca. Hmn, nie wiem, chyba nie mieści sie to w naszych kategoriach przyzwoitości, równie dobrze, jak w średniowieczu. Ale jesteśmy jednak w luksusowej sytuacji - możemy bez opamiętania rozdawać majątek Ojca Niebieskiego!
Sobota, marzec 24. 2007
Sobota, marzec 24. 2007
A jednak! Wszyscy, którzy z właściwą Polakom przenikliwością kiwali głowami: "Taaaaa, no cóż, BYŁ dobry, ale się skończył...", teraz muszą się przyznać do porażki. Cichutko, z "protestancką" pracowitością, Małysz wrócił do czołówki - serce rośnie
Sobota, marzec 24. 2007
 Nasz biedny kicik miał dzisiaj naprawdę zły dzień! Mój Małż, przy pomocy Najlepszego z Teściów, zabrał się do przemeblowywania naszej sypialni. Trzeba było wypróżnić i przesunąć wielką szafę i obrócić łóżko. Przy okazji został włączony odkurzacz - czego kot i bez dodatkowych atrakcji nie cierpi. Panika była wielka, włącznie ze wskakiwaniem w normalnie nie odwiedzane miejsca :] Ostatecznie Gioia umiejscowiła się w swoim azylu, czyli w... krytej kuwecie i tam przesiedziała pół dnia. Teraz pachnie fantastycznie Benkiem Compact
Sobota, marzec 24. 2007
Nie jest dobrze, jeśli ktoś uważa swoje potrzeby za nieistotne i widzi tylko to, czego potrzebują inni. Czasem uczymy się tego już w dzieciństwie - na przykład, kiedy mamy wspomnienia o naszych niespełnionych małych marzeniach. Czerwone lakierki, mało gustowna dla dorosłych, ale cudowna dla dziecka torebka z lalką zamkniętą w klapce... Albo wtedy kiedy pytają nas, co chcemy na prezent i słyszymy: "ooo, nie, takie coś to nie". Albo kiedy często nam coś obiecywano, a potem "zapominano". Albo kiedy powierzaliśmy komuś dorosłemu coś dla nas cennego i ważnego - a dorosły gubił to - a potem, zamiast przeprosić, wzruszał ramionami: "No nie przesadzaj!" Albo kiedy prowokowani do zwierzeń, zostawaliśmy wyśmiani. Albo kiedy sięgnięcie po cokolwiek dobrego wymaga zapytania dziesięciu osób i spełnienia dwudziestu warunków - a każdy drobiazg może nam odebrać to co upragnione. Nawet gdy dorastamy i sami ciężko pracujemy na życie, po drobnym zakupie słyszymy: "Znowu masz coś nowego?" A nie daj Boże, żeby to było coś niepraktycznego, albo "za drogiego" (na przykład Guerlain zamiast Fa)!
Potem jako dorośli z bólem rezygnujemy nawet z mówienia o tym, czego byśmy chcieli, a kiedy czasem uda się przemóc - mamy wyrzuty sumienia. Uważamy, że jesteśmy nieważni, że nie zasługujemy, że jest przecież tyle innych potrzeb. I smutek w nas rośnie, smutek dziecka, co stoi przy wystawie sklepowej i przylepia nosek do szyby, wyobrażając sobie, że ma to coś... Z konieczności coś musimy kupić czasem, wybieramy erzatze i znów boli ich brzydota, marna jakość materiału, beznadziejny zapach. I koło się zamyka...
Sobota, marzec 24. 2007
Czy mówiłam, że nasza Gioia należy do tego gatunku? Pierwszy raz widzę takiego kota - kiedy bawi się swoją piłeczką, czasem bawi się sama. Ale często zabiera ją w pyszczek i przynosi Małżowi albo mnie, a potem ucieka i czeka, aż ją rzucimy. Wtedy biegnie radośnie i znów ją przynosi
Sobota, marzec 24. 2007
Straszny wiatr mamy od wczoraj - zerwał się po południu, kiedy ustał deszcz i wieje - o dziwo - nadal! Spodziewałam się już wiosennej i spacerkowej pogody, a tu chmury, chłód, a powiewy chyba wpadają jednym uchem a wypadają drugim :-]
Piątek, marzec 23. 2007
Wycieczki do sklepów, zwłaszcza tych dziecinnych, urządzamy teraz dość często. Kiedy sobie liczę, ile różności dla malucha trzeba jeszcze kupić, to zaczynam podejrzewać, że będzie miało więcej ciuszków niż ja :] ech, taki już los matki 
Mam tylko dylemat - słyszałam, żeby nie przesadzać z ilością ciuszków w rozmiarze 58, bo niektóre dzieci rodzą się już za duże do nich, a pozostałe momentalnie dorastają do rozmiaru 62. Więc może od razu kupować tylko 62?????
Poza tym, czeka nas przemeblowanie sypialni tak, żebyśmy mogli wstawić tam łóżeczko i żeby był do niego dostęp z naszego łóżka. A propos łóżka - po raz kolejny przekonuję się, że jeśli tylko można sobie pozwolić na nieskładane łóżko z materacem - nie wolno z tego luksusu rezygnować! Śpi się i wypoczywa zupełnie inaczej niż na jakichś połamanych sofach.
Po wyborze wózka, przyszedł czas na wybór łóżeczka. Najbardziej nam się chyba podoba Radek VII z f-my Klupś, choć myślimy też nad takim zestawem - łóżeczko no name - za to z dodatkiem wszystkiego do środka. Ciekawe, ilu rodziców wybiera baldachimy - to chyba dosyć wymagające, jeśli chodzi o utrzymanie w czystości?
2 kwietnia jesteśmy umówieni z położną z naszego oddziału, mało że ona JEST z TEGO oddziału - jest tam PRZEŁOŻONĄ  Została nam polecona, jako doskonały fachowiec i opinia ta potwierdza się z niezależnych źródeł. Więc jeśli tylko poród będzie naturalny - to ona się nami zaopiekuje.
Do doktora wybieramy się 11 kwietnia, to będzie de facto ostatnia regularna wizyta. Póki co dalej walczę z żylakami, niestety, trzeba było włączyć drobnocząsteczkową heparynę, wstrzykuję ją sobie przez caaaałych 14 dni w brzuszek - nie powiem, żeby było to miłe :]
|