Sobota, marzec 24. 2007
 A propos św. Franciszka - nie należę do wielbicieli pielgrzymek, objawienia nie są szczególnie ważne dla mojej duchowości, nie będę szla na kolanach, aby ucałować odbicie stopy czy ucha jakiegoś świętego. Jeśli taka osoba jest dla mnie ważna - to w wymiarze duchowym.
Są dwa wyjątki - miejsca związane ze św. Katarzyną ze Sieny - bo jest tam jak w domu. I Asyż, bo... nie wiem, bo co. Po ludzku - bo jest to miejsce magiczne.

Tak, jakby św. Franciszek tam wciąż był. W krypcie jego grób jest umiejscowiony niezwykle - to gruby słup, filar, pośrodku pomieszczenia. Otacza go krata, wzdłuż niej biegnie klęcznik. Wśród tłumu pielgrzymów, jakby poza czasem, klęczał tam, z czołem opartym o pręty, młody brat w prostym habicie - chyba Wspólnoty Jerozolimskiej.
A potem klęczenie pod krzyżem z San Damiano - wielkim, otaczającym, przygarniającym...

PS. Ten gołąb na zdjęciu jest żywy i podobno nie przywiązany za nóżkę!
Sobota, marzec 24. 2007
Widziałam dziś fragmenty pierwszej części włoskiego filmu telewizyjnego o św. Franciszku. Myślałam o tym, jak zabrał się za rozdawanie majątku swojego ojca. Hmn, nie wiem, chyba nie mieści sie to w naszych kategoriach przyzwoitości, równie dobrze, jak w średniowieczu. Ale jesteśmy jednak w luksusowej sytuacji - możemy bez opamiętania rozdawać majątek Ojca Niebieskiego!
Sobota, marzec 24. 2007
Sobota, marzec 24. 2007
A jednak! Wszyscy, którzy z właściwą Polakom przenikliwością kiwali głowami: "Taaaaa, no cóż, BYŁ dobry, ale się skończył...", teraz muszą się przyznać do porażki. Cichutko, z "protestancką" pracowitością, Małysz wrócił do czołówki - serce rośnie
Sobota, marzec 24. 2007
 Nasz biedny kicik miał dzisiaj naprawdę zły dzień! Mój Małż, przy pomocy Najlepszego z Teściów, zabrał się do przemeblowywania naszej sypialni. Trzeba było wypróżnić i przesunąć wielką szafę i obrócić łóżko. Przy okazji został włączony odkurzacz - czego kot i bez dodatkowych atrakcji nie cierpi. Panika była wielka, włącznie ze wskakiwaniem w normalnie nie odwiedzane miejsca :] Ostatecznie Gioia umiejscowiła się w swoim azylu, czyli w... krytej kuwecie i tam przesiedziała pół dnia. Teraz pachnie fantastycznie Benkiem Compact
Sobota, marzec 24. 2007
Nie jest dobrze, jeśli ktoś uważa swoje potrzeby za nieistotne i widzi tylko to, czego potrzebują inni. Czasem uczymy się tego już w dzieciństwie - na przykład, kiedy mamy wspomnienia o naszych niespełnionych małych marzeniach. Czerwone lakierki, mało gustowna dla dorosłych, ale cudowna dla dziecka torebka z lalką zamkniętą w klapce... Albo wtedy kiedy pytają nas, co chcemy na prezent i słyszymy: "ooo, nie, takie coś to nie". Albo kiedy często nam coś obiecywano, a potem "zapominano". Albo kiedy powierzaliśmy komuś dorosłemu coś dla nas cennego i ważnego - a dorosły gubił to - a potem, zamiast przeprosić, wzruszał ramionami: "No nie przesadzaj!" Albo kiedy prowokowani do zwierzeń, zostawaliśmy wyśmiani. Albo kiedy sięgnięcie po cokolwiek dobrego wymaga zapytania dziesięciu osób i spełnienia dwudziestu warunków - a każdy drobiazg może nam odebrać to co upragnione. Nawet gdy dorastamy i sami ciężko pracujemy na życie, po drobnym zakupie słyszymy: "Znowu masz coś nowego?" A nie daj Boże, żeby to było coś niepraktycznego, albo "za drogiego" (na przykład Guerlain zamiast Fa)!
Potem jako dorośli z bólem rezygnujemy nawet z mówienia o tym, czego byśmy chcieli, a kiedy czasem uda się przemóc - mamy wyrzuty sumienia. Uważamy, że jesteśmy nieważni, że nie zasługujemy, że jest przecież tyle innych potrzeb. I smutek w nas rośnie, smutek dziecka, co stoi przy wystawie sklepowej i przylepia nosek do szyby, wyobrażając sobie, że ma to coś... Z konieczności coś musimy kupić czasem, wybieramy erzatze i znów boli ich brzydota, marna jakość materiału, beznadziejny zapach. I koło się zamyka...
Sobota, marzec 24. 2007
Czy mówiłam, że nasza Gioia należy do tego gatunku? Pierwszy raz widzę takiego kota - kiedy bawi się swoją piłeczką, czasem bawi się sama. Ale często zabiera ją w pyszczek i przynosi Małżowi albo mnie, a potem ucieka i czeka, aż ją rzucimy. Wtedy biegnie radośnie i znów ją przynosi
Sobota, marzec 24. 2007
Straszny wiatr mamy od wczoraj - zerwał się po południu, kiedy ustał deszcz i wieje - o dziwo - nadal! Spodziewałam się już wiosennej i spacerkowej pogody, a tu chmury, chłód, a powiewy chyba wpadają jednym uchem a wypadają drugim :-]
|