Środa, luty 28. 2007
- byliśmy dzisiaj na pierwszych zajęciach. Było ok, choć spodziewałam się większej ilości ćwiczeń. Pani Położna miła i kompetentna, i taka jak należy - wyważona i rozsądna. No i jeśli jeden z najlepszych oddziałów położniczych w Polsce tak wygląda, to nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądają te, co mają prawdziwe kłopoty! Widać, ze wszyscy sie starają, ale żeby wnętrza można było porównać chociaż z filmowym ER - ech, to nie to... I jeszcze jedna rzecz mnie zaskoczyła - kiedy weszliśmy, zobaczyliśmy grupkę... smutnych ludzi. Siedzieli jak na spotkaniu grupy wsparcia dla osób w żałobie
Wtorek, luty 27. 2007
Kot ma specyficzny stan skupienia - momentalnie wypełnia każdą wolną przestrzeń w Twoim łóżku...
Wtorek, luty 27. 2007
- dużo szczęścia, przy pani za nami zadzwoniono ze szpitala i wszystkie pozostałe panie muszą przyjść dopiero dzisiaj! U Dzidzi w porządku, ale konieczne jest dalsze zwolnienie, mam duuużo odpoczywać, nogi trzymać w górze i uważać na nas. Zresztą sama to czuję, bo wystarczy 20 min spaceru, żebym czuła cały brzuch i miała dość. Mam nadzieję, że uda mi się Malucha donosić jak najbliżej terminu. Aha - i jest szansa na poród naturalny! Teraz szukamy dobrego okulisty, żeby wypowiedział się na temat mojej wady wzroku...
Czwartek, luty 22. 2007
Czwartek, luty 22. 2007
Czwartek, luty 22. 2007
w Interii się oburzają... Koszt trzech dni szkolenia dla jednego pracownika to 500 zł. Ponoć karygodnie drogo. Ech, widać, że - tak samo jak w patrzeniu na Urzędy Pracy - państwo redaktorostwo są jednostronni  Nie myślą, kto zostaje pracownikiem takiej instytucji - to zwykle dziewuszki po liceum. Na drugi, trzeci dzień siadają do obsługi klienta, który - z natury rzeczy i miejsca - bywa rozżalony, ma kłopoty i biedę. Kto taką osobę nauczy właściwego odnoszenia się i rozmawiania? Kto zabezpieczy ją przed poczuciem bezsilności i wypalenia? A poza tym - 500 zł za 3 dni to dużo??? Biorąc pod uwagę ceny na rynku szkoleń - chyba niekoniecznie...
Środa, luty 21. 2007
Chcę sprzedać swoją suknię ślubną  Model Amor z firmy Chris Couture. Rozmiar 38, naturalna biel, koronka w kolorze starego złota, podpinany tren. Jedoczęściowa, bez ramion. Jakby ktoś chciał, albo kogoś znał... zapraszam
Środa, luty 21. 2007
Byliśmy dzisiaj na Mszy św. - z racji Środy Popielcowej. Mój Małż i ja, Ciężarówka (a widać już brzuszek, widać!). Długie szeregi wiernych zmierzają do Komunii. Ponieważ spływają wieloma strumyczkami, a kapłanów jest mniej, kolejki - na zasadzie niepisanej umowy - mieszają się ze sobą, na ogół na zasadzie: jedna osoba z jednej, jedna z drugiej. Jest to też czasem miła okazja żeby okazać komuś grzeczność - młodszy przepuści starszego, mężczyzna kobietę.
Ja przepuszczam dwie panie, bo są niemal do siebie przyklejone. Trzecia - około pięćdziesiątki, typ szybkiej i nerwowej kobietki, nagle wyrasta przede mną, niemal uderzając w moje Dziecko. Szepce coś poprzedniczce na ucho z ironiczno - oburzonym uśmiechem. Z tym samym wyrazem twarzy syczy do mnie: "Może pani mnie PRZRZRZEPUŚCI? DZIĘKUJĘ!!!!". Pewno po wyjściu z kościoła skomentowała jeszcze moją bezczelność... a ja pytam: gdzie miłość bliźniego, w momencie, kiedy idę do ołtarza, po - jak wierzę - Ciało Tego, który oddał za mnie życie????
Wtorek, luty 20. 2007
... czekając na zakończenie operacji Gioi. To jedno z moich ulubionych miejsc wypraw. Kilka połączonych szklarni, kilka obszarów klimatycznych. Wszystko naprawdę dopracowane, przygotowane i skomponowane z miłością i wdziękiem. Cudowne morze zieleni, fantastyczne powietrze, szmer wody, papużki... Nie ma nic milszego w środku szarej zimy, niż spacer tam. A na koniec chwilka w kawiarni, obsługiwanej przez niezwykle miłe panie. Mają tam niezłą kawkę, herbatę, ciastka - takie jak z domu...
Wtorek, luty 20. 2007
... wszystko przebiegło spokojnie. Trochę się umęczyłam, tachając transporter w tę i z powrotem, no - ale na pewno nie tak, jak Gioia. Sama wyszła z transportera, poszła do toalety, wskakuje na swoje ulubione krzesło. Dzielna dziewuszka!
Sobota, luty 17. 2007
Takie reklamy podziwiam od początku Stanu Błogosławionego. Hmn, w Pewnym Dużym Mieście wydało mi się to prawdziwe - sklep nie za duży, ale asortyment dobrany gustownie, wyszliśmy ze sporymi zakupkami. No, ale przez 9 miesięcy czasem trzeba coś dokupić. Najpierw - okazało się, że w Naszym Mieście likwidują właśnie sklep dla Ciężarówek. Rzutem na taśmę dokupiliśmy spodnie i coś tam jeszcze. Niedawno odkryliśmy stosowne stoisko w centrum handlowym. Właściciele sporo różnią się gustem od naszych upodobań. W Sporszym Mieście - duże reklamy, miłe zdjęcia w sieci. W sklepie - miła pani w stanie hibernacji, ale cóż się dziwić, skoro we wnętrzu było może z 15 stopni. A wszak wiadomo, że z takiej zimnicy szybko się ucieka, komu tam chce się rozbierać, przymierzać, czekać na kolejne modele w samej bieliźnie? A rozmiary - 42 albo 36  Pozostaje Internet i kupowanie w ciemno, bez przymierzenia i bez dotknięcia. No cóż, do rozwiązania już tylko 3 miesiące....
Sobota, luty 17. 2007
Przypomniał mi się ten cytat z Babci, kiedy odpisywałam, na - co tu kryć - KRYTYKANCKI - komentarz do mojego wpisu o pączkach. Jest to zdanie na tyle cenne i trafne, że nie chcę, aby się zawieruszyło i umieszczam je tu samodzielnie.
Babcia, rodowita Kresowianka, dobrze wiedziała, co znaczy dobra i prosta kuchnia. Długie lata gotowała, piekła i smażyła. Pamiętam jeszcze smak potraw, których już nigdy potem nie jadłam - zupy z dyni, zupy - nic, ozorków, kaszki krakowskiej na słodko, baraniny. Alberty, piernik i cwibak w emaliowanej wazie pod stołem kuchennym... Nikt nie robi takiego gulaszu z wieprzowiny jak ona! No i mamałyga już nie ta, ech...
Wracają smaczki, wracają, szkoda, że z moim Brzuszkiem nie mogę już usiąść w Babcinej kuchni... A ja czuła teraz, że hej. Dziś na lunch jadłam gofry - jeden z niewielu rodzajów słodyczy, do których mam słabość nieprzemijającą. Te były świeżo upieczone, ozdobione dyskretnie konfiturą brzoskwiniową, ilością bitej śmietany w sam raz i... tak, tak! fenomenalnymi, zachwycającymi, grrrrubymi wiórkami lekko deserowej czekolady, mniami....
Piątek, luty 16. 2007
... i sprzeniewierzyłam się obietnicy ratowania pączków  Wczoraj odwiedzili nas Ciocia i Wujek i przynieśli - och, och! - domowe, malutkie, pulchniutkie, oblane kwaskowatym lukrem ze skórką pomarańczową, nadziane różą PĄSIE! zjadłam... trzy...
Piątek, luty 16. 2007
pewna firma, zajmująca się technologiami IT, przesłała swojemu klientowi aktualizacje programów i - dodatkowo, jako miły prezent - podkładkę pod mysz z kartkami kalendarzowymi. Niebawem klient odpisał: "Nadmieniam, że z programów korzystają dwie osoby i teraz nic innego nie robią tylko wydzierają sobie podkładkę. Mamy nadzieję, że Pan to rozwiąże i prześle nam jeszcze jedną podkładkę, aby panie zabrały się wreszcie za pracę".
Piątek, luty 16. 2007
to mnóstwo pouczających programów. Ostatnio mam szczęście do tych opowiadających o przedmiotach codziennego użytku - skąd się biorą. Dzisiaj zobaczyłam filmik o papierze toaletowym. Powstał dopiero pod koniec XIX wieku - najpierw jako cięte arkusze, potem dopiero jako rolka. Jak to dobrze, że żyjemy już PO tym wynalazku...
|