Środa, styczeń 31. 2007
ano, tak, tak! Kilka dni temu zauważyłam z przerażeniem, że dysza w naszym ekspresie do kawy nie spienia mleka! A trzeba Wam wiedzieć, że doszłam do perfekcji w jej używaniu. Moje cappucino nie różniło się wielce od tego podawanego w małych kawiarniach z małymi ekspresami... A przy tym, że piję tylko jedną kawę dziennie i celebruję ją całym sercem i wszystkimi kubkami smakowymi - tragedia wisiała w powietrzu! Zabrałam się więc za odkamienianie maszyny. Wypłynęło z niej mnóstwo pasqdztwa - więc pomyślałam: bingo! Tym większe bylo moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że pianki dalej nie ma  i wtedy... wtedy wkroczył ON! mój bohater, mój wybawca, mój Małż! Zlustrował ekspres, ofuknął mnie nieco (ale delikatnie) i zawyrokował, że mały badylek, odprowadzający parę do góry jest dosłownie ZAROŚNIĘTY mlekiem. Dokonał kilku zabiegów higienicznych i... dziś pianka miała dobre 3 centymetry grubości! Och, uwielbiam Cię, Małżu! i uwielbiam cappuccino na śniadanko : -)
Środa, styczeń 31. 2007
od dzisiaj jestem pod nowym adresem e-tamaris.org i zapraszam serdecznie - od teraz nie będzie już nowych wpisów na Interii
Środa, styczeń 31. 2007
Poniedziałek, styczeń 29. 2007
Śląska Orkiestra Kameralna nagrała małe cacuszko - Serenady. Zawiera kompozycje Czajkowskiego, Dworzaka i Elgara. Jest słodko, miękko i romantycznie. Ja oczywiście mam jakieś kosmiczne wizje przy niektórych utworach... Na przykład wyobraziły mi się zwiewne baletnice w białych, muślinowych paczkach ozdobionych maleńkimi zielonymi kwiatami. Tańczyły lekko, wzlatując w powietrze, aż ich postacie zastąpiła ich replika na pozytywce... A inny fragment przywiódł mi na myśl ogień w kominku i laski cynamonu, związane razem, i czerwone, dojrzałe słodkie jabłka... Nie wiem, czy powinnam dodawać, że jeden z walczyków z kolei przywiódł mi obraz dwóch szarych myszek, jak z angielskiej kreskówki, tańczących w kółeczko
Czwartek, styczeń 25. 2007
... narzeka, że dawno nie pisałam. Ciekawe jak i kiedy :-> no i kto to mówi! Ona, u której doba wydaje się mieć 36 godzin co najmniej. Narzeczonemu naleśników nie usmaży - bo i kiedy? O zdrowie nie zadba - nie ma czasu. Z pracy wyjdzie, oj, tak, tak - WYJĄTKOWO WCZEŚNIE - bo przed 21. A potem chce, żeby inni siedzieli i dłubali notki - dla jej przyjemności
Czwartek, styczeń 25. 2007
 i delektuję panetone. Ech, jednak kuchnia włoska to to, co tygrysy lubią najbardziej. Do dziś smakuje mi makaron z pastą truflową, który gotowałyśmy z Panią Doktor w Il Pino. A panetone mamy dzięki Skrzypkowi-Nie-Na-Dachu (to Małż Pani Doktor), który pamiętał o nas bawiąc w przecudnym Milano na gościnnych występach. Okluskom i zachwytom nie było końca, widzowie na przemian szlochali i krzyczeli z zachwytu, ale to nie przeszkodziło SNND pomyśleć o nas i przywieźć oryginalne, fantastyczne, pachnące, pełne wielgachnych kawałków skórki pomarańczowej i rodzynek panetone. Dla tych co jeszcze nie wiedzą - chodzi o tradycyjną włoską babkę drożdżową, pieczoną w formie cylindrycznej mniam mniam...
Czwartek, styczeń 25. 2007
Małż przyjechał  zdrożony, pochemiowany, głodny, stęskniony i te pe  bardzośmy mieli zajęty weekend - i sobą, i jego świętem. Gości niedużo, ale to wystarczyło, abym w amoku i szale stopiła pokrywkę od miski Berghoffa :-> ale poza tym - wszystko w porządku
Piątek, styczeń 19. 2007
... minie 601 dni od naszego ślubu  )))
Piątek, styczeń 19. 2007
- wczoraj w ciągu dnia zaczęło wiać i padać. Na szczęście udało się jeszcze spokojnie dotrzeć do domu. Około 23 wiatr przybrał na sile, deszcz przeistoczył w grad, który był tak gęsty, że miałam wrażenie, jakby za oknem lało się mleko. W pięć minut pokrył jezdnię a na niebie pojawiły się błyskawice. Wiatr huczał, zachodnie okno w sypialni okazało się być tym oknem ze złej strony. Nie dość, że o największej powierzchni - trzeszczało przy każdym uderzeniu nawałnicy, to jeszcze przepuściło wodę. Kałuża na panelach! I jak tu z brzuszkiem poradzić sobie z wytarciem wody pod łóżkiem? Na szczęście dość szybko opanowałam te próby Natury nawiązania ze mną bliższego kontaktu. Ułożyłyśmy się z Kicią do snu, ale co to za spanie z wietrzyskiem huczącym do świtu i jeszcze dłużej
Środa, styczeń 17. 2007
... jak dziewczyna odebrała SMS-a i czytała go z pięknym uśmiechem. Pomyślałam, że pewnie jej Mężczyzna napisał, że ją kocha... I wspomniałam sobie, jak mój Małż przysyłał mi pierwsze takie wiadomości. Czy teraz cieszą mnie tak samo? czy aby się trochę nie przyzwyczaiłam? Myślę, że nie powinnam, że nikt nie powinien. Miłość naszych Najważniejszych na Świecie nie jest nam dana raz na zawsze, z taką samą oczywistością co dzień. A nawet z uspokajająca możliwością zasłużenia na nią. Jest co dzień czymś niewytłumaczalnym, jedynym, unikalnym - cudem! Doceńmy to i zachwycajmy się każdego ranka i każdego wieczora na nowo.
Środa, styczeń 17. 2007
Małż mój wraca już w ten weekend! Dziękuję Niebiosom za opiekę
Środa, styczeń 17. 2007
że klient zanim na dobre o coś poprosi, wypełnia z nami, wspólnie, bardzo dokładny kwestionariusz. Kto, co, jak, gdzie, po co i w jakim stopniu. Podpisujemy. Klient dostaje to, czego mu trzeba, wedle tego kwestionariusza. Prosimy o informację zwrotną. I wtedy co? Zamiast: "o, jak miło! to dokładnie to, o co nam chodziło!" - słyszę: "Za mało, za słabo, i w ogóle nie tak!" Nie rozumiem - czy podpisywali dokumenty w stanie jasnej pomroczności?????
Wtorek, styczeń 16. 2007
... za Toskanią. Wczoraj opowiadałam Dzidzi, skąd w ogóle Toskania i jak tam jest, i dlaczego taka ona dla nas ważna - czułam ciepło tamtego słońca i zapach temtej nocy, smak wina, kawy, owoców, serów, oddychałam falistością pagórków. Tak mi się ckno zrobiło, tak żal, tak słodko...
Wtorek, styczeń 16. 2007
... i czekam z niepokojem na wieści od niego. Czy zdrowy? Czy wróci już w ten weekend? Dziwnie jest dostać taka informację: "Być może będę musiał zostać tydzień dłużej". Bo cała się nastawiłam na trudne dwa tygodnie. Rozłożyłam siły, samotność, łzy, tęsknienie, pustkę w zbyt dużym łózku i przy stole, połowę naczyń w zmywarce i dwa razy tyle czasu na ogarnięcie domu przed samotnym wychodzeniem do pracy. A tu nagle okazuje się, że cały tydzień na nic, że nie ma znaczenia, że tak się starałam - a to nadal dwa tygodnie
Wtorek, styczeń 16. 2007
... tymczasem codziennie w mocno ogrzanym pociągu obserwuję kilka osób, siedzących w kurtkach, kożuszkach, czapkach, ba, nawet rękawiczkach. Ja ledwie wytrzymuję w sweterku i umieram całe pół godziny - a oni trwają! Zadziwiające!
|