Środa, kwiecień 30. 2008
Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.
Wisława Szymborska, Portret kobiecy
Niedziela, kwiecień 20. 2008
Mi zrobił dziś swoje trzy pierwsze, zupełnie samodzielne kroki!!! Bez trzymania, podpierania i innych tego typu pomocy.
Poza tym robi "kosi, kosi", macha na pożegnanie (przy czym wie, że ktoś za chwilkę będzie wychodził i zaczyna nieco wcześniej  ), a jak ma chęć, to i pokaże "tyle kłopotów, tyle kłopotów" (czyli łapie się za głowę).
Idą mu kolejne ząbki, chyba trójki, po lewej na dole no i w ogóle jest najfajowniejszy na świecie
Poniedziałek, kwiecień 14. 2008
Dzięki życzliwości pewnej O....  mam tekst piosenki, która uroczo przwijała się w komedii romantycznej Love Actually - to ta, w której Hugh Grant gra Premiera Anglii
I feel it in my fingers
I feel it in my toes
Love is all around me
And so the feeling grows
It's written on the wind
It's everywhere I go
Oh yes it is …
So if you really love me
Come on and let it show
Oh …
You know I love you, I always will
My mind's made up by the way that I feel
There's no beginning, there'll be no end
Cause on my love you can depend
I see your face before me
As I lay on my bed
I kind of get to thinking
Of all the things you said
Oh yes I did …
You gave your promise to me
And I gave mine to you
I'll need someone beside me
In everything I do
Oh yes I do …
You know I love you, I always will
My mind's made up by the way that I feel
There's no beginning, there'll be no end
Cause on my love you can depend
Got to keeping it moving …
It's written in the wind
It's everywhere I go
So if you really love me, love me, love me
Come on and let it show
Come on and let it show
Czwartek, kwiecień 10. 2008
Po tym, jak okazało się, że tamta choroba Mi to klasyczna trzydniówka, wszystkich nas dopadło przeziębienie. Najgorzej czuje się mój biedny Małż  zatoki, oskrzela, kaszel, gorąco i zimno - nie lubimy tak!
Czwartek, kwiecień 10. 2008
Mały Mi nauczył się cmokać! Pierwszy raz zaprezentował to wczoraj, kiedy byliśmy na spacerze - cmokałam do niego a on przyglądał się uważnie aż w końcu ściągnął dzióbek i - cmooook! Super
Czwartek, kwiecień 10. 2008
ale to takie trudne! Brak możliwości, współpracy, szacunku, wyzwań - tak można bez końca - ale do czasu...
Niedziela, marzec 30. 2008
Najpierw w sobotę coś, co okazało się potem drobiazgiem: pokonał nas dywanik. Kupiliśmy resztówkę wykładziny klasy hotelowej, żeby wyłożyć nią opanowany przez Mi przedpokój - jest wyłożony twardym i zimnym gresem. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę faktu, że w hotelu raczej menedżer nie siedzi na podłodze i nie przycina wykładziny nożyczkami. Przychodzą po prostu panowie ze sprzęciorem i robią to profesjonalnie. No więc cóż, nasze nożyczki i delikatne rączki nie dały rady dwóm warstwom - wykładziny i filcu.
Po południu mały, zadowolony, pełen wigoru i apetytu Misio dostał gorączki - przekroczyła 38,5, więc sięgnęliśmy po leki. Jakoś - przyznaję, nasz błąd - nie zdecydowaliśmy się na sobotnią wizytę w dyżurnym szpitalu. Skutek tego był taki, ze Mal00ch obudził się o 1:30 z 39,6. Małż zadzwonił na pogotowie, pani zaleciła przyjazd do szpitala, a jako że nie mamy samochodu, obiecała przysłać karetkę. Przystaliśmy na to, licząc, że będzie tak szybciej, niż taksówką. Hmn, oczekiwanie przeciągnęło sie do godziny i dwudziestu minut. Mi w tym czasie pił herbatkę, jadł ciasteczka, oglądał książeczki - słowem - bawił się dobrze. Potem rozglądał się po ERce, sprawdzając, czy wszystko wygląda, jak w jego ulubionym serialu "ER".
W szpitalu powitała nas zaspana i mrukliwa Pani Doktor. Dostało mi sie na wstępie, że teraz to przylatuję do szpitala, a po południu to mnie temperatura dziecka nie martwiła! Koniec końców, orzekła, że to prawdopodobnie zapalenie uszu i że może mnie przyjąć tu na oddział, albo mam jechać do miasta oddalonego o 30 km, na klinikę. Okazało się, że wyboru tak naprawdę nie ma, bo "tu" nie ma laryngologa...
Obudziliśmy biedną Siostrę Małża, która ledwie co przyłożyła głowę do poduszki, a ona jak zwykle nie zawodzi - i już wkrótce znów wysłuchiwałam - jako najważniejszego punktu wizyty - utyskiwań na moja nieodpowiedzialność i - co tu kryć - bezczelność. Jednak lekarz obudzony w środku nocy musi dostrzec w naszych objawach szanse na habilitację, żeby nam wybaczyć alarm!
Diagnoza to zdrowe uszka, katar ropny i pochodzące od niego zapalenie spojówki w jednym oku. O 6 starego czasu jesteśmy w domu. Małż robi nam śniadanie, biegnie do apteki, a ja tulę małego zmęczonego Misia. Reszta dnia to sinusoida - spadek temperatury po leku - czyli poprawa nastroju, zabawy, jedzenie z apetytem a potem znów wzrost temperatury, płacz, przelewanie się przez ręce. I ból serca, kiedy musimy przemocą oczyszczać nosek, aplikować lekarstwo, które jest beeee... Na razie Mi jest za mały, żeby powiedzieć: "Ok, mamo, wezmę ten syropek, ale to będzie cię kosztowało autko!"
Teraz Groszkek śpi ululany, jak kwadrans temu zaglądałam, nie miał gorączki, oby tak dalej
Czwartek, marzec 27. 2008
historyjka o ptakach
zobacz tu!
Niedziela, marzec 23. 2008
Znalazłam na Interii moją ulubioną kreskówkę o kocie  polecam, jest świetna
Poranek kota
Czwartek, marzec 20. 2008
Czytam książkę, której akcja toczy się dawno temu. Zachwyca mnie w niej podejście ludzi do czasu - ktoś przyjeżdża do przyjaciół i pyta: "Czy mogę się u was zatrzymać na krótko? rok albo półtora?"
Środa, marzec 19. 2008
to coś nad czym teraz bardzo wytrwale pracuje Mi. Poranne rozstanie z mamą jeszcze jakoś znosi, ale potem każde wyjście do kuchni czy łazienki kończy się lamentem. Na szczęście również pamięć Mal00cha jest w fazie rozwojowej - niebawem chicha już z tatą 
Poza tym zdarza mu się już stać bez trzymania i przechodzić za rączki więcej niż 5 kroków. Poczynił pierwsze próby budowania wież (zamiast wyłącznie dekonstrukcji). Inicjuje zabawę w morze (przykrywamy się błękitnym kocykiem i pływamy, bulgocząc) - a kukanie przez dziurę w łóżku - to już prawdziwy przebój!
Środa, marzec 19. 2008
Ponieważ nadal jesteśmy niezorganizowani (a w każdym razie ja) i znów nie napisaliśmy ani jednej kartki z życzeniami - to tutaj chcę powiedzieć wszystkim - że jeszcze chwila, a będziemy świadkami uobecniania się największych tajemnic - Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana.
Niech więc Wasze serca wypełni Chrystusowy Pokój - życzę nadziei, takiej zielonej i zupełnie świeżej, spokojnych dni, ciepła i miłości
Środa, marzec 12. 2008
są szeroko otwarte na cały ten zadziwiający świat. Szkoda, że w większości nam to zdziwienie przechodzi. I tylko niektórzy dorośli potrafią nadal wpadać w zachwyt nad Bożym stworzeniem. I ci żyją najdłużej.
Piątek, luty 29. 2008
Wczoraj w nocy odszedł mój Wujek, Ojciec Chrzestny, starszy brat mojej Mamy. Nagle, niespodziewanie ale w pełni pokoju. Był matematykiem, uczył w technikum, ale to nie tylko Nauczyciel - to Wychowawca. Zawsze zatroskany o los swoich uczniów, o to, żeby sobie życia nie spaprali. Jeździł z nimi na kajaki, na rowery - nawet gdy był już na emeryturze. Prawdziwy pasjonat swojej dziedziny wiedzy - ale i działania na rzecz innych, swojej społeczności.
A przy tym Człowiek ciepły, pogodny, łagodny. Potrafił jechać pociągiem osiem godzin, żeby złożyć mojej Mamie życzenia imieninowe w środku zimy - mimo, że musiał wracać tego samego dnia. Pamiętam, jak miałam kilka lat i poprosiłam, żeby bawił się ze mną w ślub - bez mrugnięcia okiem, z całą powagą odgrywał rolę Pana Młodego....
Środa, luty 27. 2008
leżąc obok niego wieczorem, nie mogę wciąż wyjść z podziwu nad cudem jego istnienia i cudem cudowności sposobu, w jaki jest... To nadzwyczajne i niezasłużone, że się urodził, że jest zdrowy, cały, że rośnie i jest mądrzejszy każdego dnia. Że uśmiecha się do mnie przecudnie każdego ranka, że tyle już umie, że jest z nami.
|