Piątek, sierpień 13. 2010
- tak marudził Misio, lepiąc z "bebeliny" (czyli ciastoliny). Nie bardzo mi się chciało, więc pytam: "Ojej, a muuuszę?" Misio bezlitośnie: "TAK!" Szukam ostatniej deski ratunku: "Ale czeeeemu?" A ten mały manipulant na to: "Bo bardzo cię lubię i chcę żebyś mi pomogła!"
Piątek, sierpień 13. 2010
W połowie lipca pisałam, że Mi podjął decyzję zasypiania bez ciumkania. Ponieważ jest facetem przez duże "F", słowa dotrzymał. Jakiś czas kładłam się jeszcze obok niego, potem wyparli mnie jego pluszowi przyjaciele. Nasze Maleństwo, co to w ogóle nie dostrzegało pluszaków, teraz ma ich w łóżeczku 10 - 7 małych i dwa duże  (choć w dzień nadal właściwie się nimi nie bawi). Przez kolejne dni Misio zasypiał podczas wspólnej modlitwy, zwłaszcza dziesiątek Różańca wpływał na niego kojąco. Potem - poprosił o czytanie dwóch wybranych książeczek - i tego trzyma się do dziś, zasypiając zdrowo, spokojnie i bezproblemowo. Żeby nie było tak całkiem tylko słodko - potrafi się obudzić o 5:30, z hasłem: "Mamusiu, wstawaj, Ty musiś mi źrobić sniadanko - będzie Kinder Kanapka, woda z sioćkiem, mllleko, serek i kromeczka - a ja idę oglądać Złotą Rąćkę!". I nie ma zmiłuj się!
Sobota, lipiec 31. 2010
Womogdzia to takie misiowe słowo na określenie różnych rzeczy, których nazwać się nie da - przynajmniej w misiowym świecie. Miejsc, ludzi, zjawisk. Dziś to imię otrzymała nowa przyjaciółka naszego synka - odpustowa, szczekająca i chodząca psinka. Misio wypatrzył te pieski przy naszym bazarku kilka dni temu i od tej pory przekonywał nas nieustannie, że trzeba tę zabawkę kupić. Mówił mi, że nie jest droga, bo kosztuje "tylko jeden pieniąziek". Z kolei Małżowi klarował, że "on nie hałasiuje, robi tylko tak piii, piiii!". Postanowiliśmy spełnić małe marzenie małego Człowieka (tym bardziej, że nie często coś mu sie podoba) i dziś wybraliśmy się - bez uprzedzenia - po pieska. Minia zatkało, kiedy się zorientował, o co chodzi i tak go to radowało, że aż bolało  . Kiedy emocje troszkę opadły, szybko wybrał kolor, zapłaciliśmy 10 złotych i można było w domu podziwiać, jak Womogdzia omija przeszkody. No i dopiero w domu zobaczyłam, że temu stworzeniu oczy świecą na zielono!
Sobota, lipiec 31. 2010
Odkąd obejrzałam ten film o TINY HOUSE - już nigdy, przenigdy nie będę narzekała na nasze 52 metry!
Sobota, lipiec 24. 2010
Okoliczne spółdzielnie mieszkaniowe dbają o Mal00chy - place zabaw mają coraz więcej atrakcji, piasek jest wymieniany (raz do roku, ale i to dobre), a same placyki coraz częściej zyskują ogrodzenia. Chciałabym jednak, aby podejście do tych miejsc było tak poważne na dłuższą metę. Skoro je robią, niech SPRZĄTAJĄ! Tym czasem dzieciaki mają dodatkowe atrakcje w postaci zbierania petów, kapsli i Bóg wie czego jeszcze
Sobota, lipiec 24. 2010
To w Polsce już niedaleka przyszłość!
Misio był z pierwszą wizytą u stomatologa - pani powiedziała, że z jednej strony ma zgryz krzyżowy - ząbki dolnej szczęki zachodzą nieco na te z góry. Poleciła nam konsultację u ortodonty, aby zdecydował, czy trzeba korygować coś już, czy możemy poczekać.
Wybrałam się więc do pobliskiej nowo otwartej kliniki stomatologicznej. Witryny mają zaklejone, więc nie widać nic z zewnątrz - i słusznie - bo po wejściu koniecznie trzeba powiedzieć "wow!". Przestrzeń, marmury, sofy, podłoga z drobniutkich ciemnobrązowych deszczułek (balsa?), klima, serdecznie uśmiechnięte panie, rozmawiające z pacjentem na stojąco (jedna z nich ma oczywiście aparat na zębach). Pytam o koszt konsultacji dla trzylatka. Pierwsza wizyta to odciski, zdjęcia (bez wskazania lekarza, tylko z założenia!), potem spotkanie z ortodontą - koszt w sumie około.... 500 PLN! I to bez leczenia!
Na szczęście spotykam Mamę Stasia, która poleca mi inne miejsce. Wizyta w lekko mniej komfortowych warunkach kosztować nas będzie... 0 złotych  jest refundowana przez NFZ, podobnie jak ew. aparat, kiedy dziecko jest nieco większe - odetchnęłam z ulgą!
Sobota, lipiec 24. 2010
Mój telefon przeszedł już sporo, na dodatek od samego początku niezbyt dobrze działała mu bateria. Postanowiłam więc skorzystać z oferty dla stałych klientów u mojego Operatora i przedłużyć umowę z opcją wymiany aparatu. Zadzwoniłam do Biura Obsługi. Na szczęście wybrany przeze mnie model był dostępny, ustaliliśmy nową taryfę. Miałam jeszcze punkty z programu lojalnościowego, postanowiłam więc je wykorzystać. Niestety, jak powiedział pan, hmn, hmn, karty pamięci (mój telefon fabrycznie jej z niewiadomych przyczyn nie posiada) nie ma w magazynie, a słuchawek bluetooth producent nie dostarcza od dwóch miesięcy. Radzę zapytać w salonie. W salonie pojawiłam się, bo miałam również inną sprawę - moja karta sim zaczęła się rozwarstwiać i telefon coraz gorzej ją widział. W salonie pani kartę oczywiście wymieniła, ale jeśli chodzi o MicroSD poprosiła, żebym wszystko dokładnie zapisała jej na karteczce, bo ona nie ma katalogu - wtedy ew. spróbuje ją zamówić. Ale może lepiej będzie pani to zrobić przez Biuro obsługi? wtedy przecież kurier przyniesie ją do domu. Ok. Znów dzwonię do konsultantki. Tak, sprawdzę, czy jest w magazynie... Nieeee, wczoraj była dostawa, zaraz się rozeszły. Mogę przy pani koncie zapisać, że jest pani zainteresowana - jak będę w pracy a będzie dostawa - zadzwonię. Nie, nie można jej sobie zarezerwować... Nie, jak mnie akurat nie będzie w pracy, to nikt nie zadzwoni.
No to ja dziękuję serdecznie mojemu Operatorowi. Nie będę mogła zasilić jego konta, bo zmusza mnie, abym najprostsze akcesoria kupiła bez jego pośrednictwa
Sobota, lipiec 24. 2010
Oglądam sobie różne rzeczy na Allegro, trafiam na aukcję, oferującą cukiernicę i pojemnik na mleko. Chodzi po prostu o dzbanuszek! Dziwi mnie - czy to słowo jest w jakiś sposób nieodpowiednie? Chyba tak, skoro w wielu innych ofertach sprzedaży pojawia się mlecznik. Nie inaczej rzecz się ma na przykład z małym świecidełkiem nanizywanym na łańcuszek, a następnie zawieszanym na szyję. Odkąd pamiętam, był to wisiorek. Teraz - zawieszka...
Środa, lipiec 14. 2010
Małż ma przy biurku mały obrazek bł. o. Michała Czartoryskiego OP, patrona Miśka. A Misiek lubi i swojego niebieskiego opiekuna i obrazki. Tata sprzeciwił się zabieraniu wizerunku błogosławionego, a Mi na to: "Pzeciez ojciec jest tam na gózie i się tobą opiekuje - po cio ci obrazek???"
Środa, lipiec 14. 2010
Minio, jak wiadomo, nie bardzo może uwolnić się od "cacusia". Dziś jednak wzbudził mój wielki podziw: przy myciu ząbków popatrzył na mnie poważnie i oświadczył: "Jestem już duzi, potrafię zasnąć beź ciumkania!" Uczciwie trzeba dodać, że misiowa determinacja została wzmocniona tatusiową obietnicą lodów lub rurki, ale - fakt pozostaje faktem - Minio dziś pierwszy raz w pełni świadomie i w oparciu o własną decyzję zasnął sam
Środa, lipiec 14. 2010
Czasem biorę udział w e-mailowym badaniu opinii publicznej. Mam poczucie misji  oraz dumy, w rodzaju tej, która towarzyszyła jednemu z bohaterów Fistaszków. Chwalił się, że w wydawnictwie z okazji przedstawienia podziękowano mu za udział i pomoc. Inni reagowali zdziwieniem - "a gdzie tu jest o tobie????". A chodziło o sformułowanie: "Dziękujemy temu, temu, .... I INNYM".
Ale, ale. Miało być o ciekawostce. Otóż, zwykle kiedy wypełniam ankietę, w tzw. metryczce jestem proszona o podanie wieku, płci, wykształcenia, zajęcia, miejsca zamieszkania, ew. widełek dochodów i ew. wielkości rodziny. Tym razem, bliżej mi nieznana firma A., zachęca mnie możliwością wylosowania jednej z niewątpliwie cennych nagród i zaprasza do przejścia na stronę ankiety, opisanej ogólnie jako ogólnopolska i konsumencka. Przechodzę więc i co widzę? Muszę wpisać OBOWIĄZKOWO imię, nazwisko, pełny adres, telefon i email. Jeśli tych danych nie ujawnię na wstępie, nie mogę iść dalej, a więc nie mam możliwości zorientowania się, czego tak naprawdę dotyczy ankieta! Zapewne, mogę coś więcej - ogólnie - dowiedzieć się w regulaminie, ale zwyczajnie mi się nie chce  Nie mam zaufania do firmy A. i takiego traktowania respondenta...
Piątek, lipiec 9. 2010
To tradycyjna pasterska muzyka z Sardynii. Na razie nie znalazłam dobrych opisów po polsku, a terminy tłumaczone z włoskiego lub angielskiego mogą być kulawe :/. Pokrótce jednak opisując - taki śpiew nazywa się cantu a tenore, co bynajmniej nie oznacza, że śpiewają same tenory. Zespół to czterech panów: bassu (bas), mesa boghe (głos środkowy), contra (tu się nie popiszę tłumaczeniem, Anglicy mówią na tego śpiewaka "counter", ale nie chodzi na pewno o licznik  ) i boghe (lider i solista). Ponoć najlepszą grupą w tym nurcie są Tenores di Bitti. Można ich posłuchac np. na YouTube TU, albo zajrzeć tu: Strona oficjalna. Pięknie śpiewa tez nieco młodsze pokolenie: tenore Monte Bannitu
Sobota, lipiec 3. 2010
Całkiem przez przypadek trafiłam na stronę Carpet Vista. To sklep internetowy, zajmujący się sprzedażą ręcznie tkanych dywanów z, ogólnie rzecz biorąc, Orientu i tym podobnych klimatów. Nie powiem, robią wrażenie i kilka to bym nawet mogła mieć  Rozmiarami w większości pasują do przykrycia podłóg jednocześnie w 3 naszych pokoikach. Są czasem nawet i z jedwabiu, mają bardzo skomplikowane wzory i piękna kolorystykę. Kiedy się na nie patrzy, to jakby zajrzeć wieki wstecz. Niestety, mają również wady - patrzę np. na zakładkę "dywany ekskluzywne" ( "bo jesteś tego warta"  ) - dywan Ghom Silk, wymiary (bagatela!) 600 x 386 cm, wykonany w całości z jedwabiu - piękny! Cena.... 828 142 PLN!
Gdyby jednak ktoś miał ochotę wydać dobrze ponad 1000 złotych, dywany i kilimy można zobaczyć tu: Carpet Vista
Piątek, czerwiec 25. 2010
... i jest coraz bardziej samodzielny. Właściwie z dzidziusiowych zachowań zostało mu to, że niekiedy w nocy nasiusia w pieluszkę (podobno do 5 rż to normalka) oraz - niestety - zasypianie z cacusiem blisko buzi, po (trzeba przyznać - coraz krótszej) chwili ciumkania.
Ale - jak to zwykle u Mi bywa - choroba pomaga mu dorastać. Jakieś 50 minut temu Mi powiedział: "popatrz, mamo, leżę!" - i rzeczywiście, leżał sobie na kanapie w dużym pokoju, pod głową podusia, na Misiu kocyk. Pomachał łapką: "Idź sobie, mamo, nie potrzebuję ciebie!". Wyszłam na 5 minut do kuchni, wracam, a Mal00ch śpi  Oby wieczorem też tak zasypiał!
Piątek, czerwiec 25. 2010
Taki był temat informacji, którą niedawno przeczytałam w necie. Okazuje się, że Unia pracuje nad rozwiązaniami zobowiązującymi producentów hiperkalorycznej żywności, do zamieszczania na opakowaniach informacji o zagrożeniu związanym z jej spożywaniem - podobnie, jak czytamy je na pudełkach papierosów. Ponadto, zabronione ma być sugerowanie - na przykład w reklamach - jakoby produkty te przynosiły jakiekolwiek korzyści dla zdrowia.
Tymczasem we Włoszech Nutella jest wręcz symbolem kulturowym i jest kochana i uważana za świętość! Ja niestety też należę do wielbicieli Butuli - jak ją nazywa Mi (ale nie lubi) więc jakby trzeba było, pójdę z Włochami na barykady 
Tymczasem - w ramach leczenia deprechy pogodowo - chorobowo - WORDowo - życiowej, zjadłam sobie kawałek bułeczki z nutellą i truskawkami - pychota!
|